Michael <3
Jakimś
cudem udało nam się zdążyć na trzecią lekcje. Pierwszy raz w
życiu mogę stwierdzić, że bardzo się cieszę, że jestem w
szkole. Lekcje już trwały, więc prawdopodobieństwo, że
przyjedzie do budy jest mała, a nawet gdyby to zrobił to nic mi nie
zrobi, bo nauczyciele i inni uczniowie od razu zareagują.
Strasznie mi głupio, że Eric oberwał przeze mnie. I teraz ten jego
straszny siniak mi o tym przypomina. Chłopak twierdzi, że nic mu
nie jest, ale gdy chce zobaczyć to kręci się jakby miał wszy. A
gdy wpadliśmy do szkoły, to on natychmiastowo udał się do toalety
i siedział tam pół przerwy. Bardzo się o niego martwię.
Wyszliśmy z toalety, kiedy było kilka minut po dzwonku. Na
szczęście nikogo nie było na korytarzu.. oprócz mojej
przyjaciółki Angel, która znowu zapomniała, gdzie mieści się
sala fizyczna.
Angel White to bardzo nieśmiała dziewczyna, która znowu
przeprowadziła się do Los Angeles po roku pobytu u swojej matki we
Francji. Jej imię jest dość nietypowe, ale w całości
odzwierciedla jej charakter. Jest takim chodzącym aniołkiem
stróżem, który pomaga wszystkim nie zważając, że nie zna tej
osoby. Cała An! Imię otrzymała na cześć Los Angeles, bo właśnie
tutaj poznali się jej rodzice. Niestety dwa lata temu się
rozwiedli, co załamało psychicznie moją przyjaciółkę. Nie
wiadomo czemu to zrobili, bo dotąd nie zdradzili nic swojej córce.
Gdy chodziłyśmy razem do trzeciej gimnazjum zdecydowała, że
przeprowadzi się na rok do Francji. Do Miasta Aniołów wróciła w
zeszły weekend. Jeszcze nie miałyśmy okazji się zobaczyć.
Wyglądała dokładnie tak jak zawsze. Jakby w ogóle nie wyjeżdżała.
Miała związane włosy w wysokiego kucyka. Miała lekką opaleniznę
po europejskim słońcu. W jej jasnobłękitnych oczach ciągle
widniały te iskierki radości, a usta złożyły się w delikatny
uśmiech pokazując rządek idealnie białych ząbków, która
pozazdrościłaby niejedna aktorka. Odkąd pamiętam, zawsze nosiła
przydużawe bluzy. Dzisiaj miała na sobie szarą bluzę z logo
Slashers. Do tego czarne legginsy oraz czarne podróbki conversów. W
rekach trzymała podręcznik do fizyki oraz zeszyt w kwiatki.
Gdy
mnie zobaczyła to zaczęła się cieszyć jak małe dziecko. Moja
reakcja była podobna. Wyrzuciła za siebie zeszyt i książkę i
biegła w moim kierunku. Widzieliście pewnie taką scenę w wielu
filmach. Dwie osoby biegną do siebie po długiej rozłące.
Najczęściej dzieje się to na plaży przy zachodzie słońca, co
dodaje romantyzmu, bo zazwyczaj przytrafia się to parom. Do tego te
zwolnione tempo i ckliwa muzyka w tle. Teraz wyobrażacie sobie dwie
przyjaciółki, które tak gonią do siebie. Ze zwolnionym tempie,
oczywiście. Tak, wygląda to bardzo śmiesznie. A na samym końcu
rzucamy się na siebie. I to dosłownie, bo ze mnie taki słoń, że
ją przewróciłam. Zaczęłyśmy się śmiać.
- Przytyłaś! - uśmiechnęła się.
- O ty!
Jak możesz tak mówić! - fochnęłam się na nią.
- Pseplasam.
- zrobiła szczenięce oczka. Po czym cmoknęła mnie w policzek.
- Wybaczam
Ci, ty mój smrodzie.
Wstałam
z przyjaciółki. Dopiero, gdy podszedł do nas Eric opamiętałam
się.
Był
zmieszany całą tą sytuacją. Ale gdy podał rękę Angel
stwierdziłam, że zawiązał nić porozumiewawczą. Do tego sprawił,
że moja przyjaciółka odwróciła szybko wzrok i spaliła rumieńca.
Zauważyłam pomiędzy nimi dużo podobieństw. Eric podobnie jak
Angel nosili bluzy z różnymi napisami czy logami. Miał na sobie
jeansy oraz podobne podróbki conversów. Tylko oczywiście męskie.
Postanowiłam przerwać tą ciszę przez, którą An uśmiechała się
głupkowato do swoich butów, a chłopak próbował dokładnie
oglądał jej zeszyt do fizyki.
- Więc...
To jest Eric, a to Angel. Angel, Erick. - spojrzeli na siebie.
- Jejku!
Nic ci nie jest! - krzyknęła.
Cała
Angel. Położyła ręce na policzkach chłopaka. Zaczęła dokładnie
oglądać siniaka.
- Nic mi nie jest. - powiedział Eric, a na jego poliki skradły się
rumieńce.
- Czekaj chwileczkę. - oznajmiła i wyciągnęła z bluzy duży
plaster.
- Po co nosisz plastry przy sobie? - zaciekawił się.
- Odkąd Laura rozwaliła sobie kolano w parku. - wytłumaczyła.
To
kolejne dziwactwo mojej kumpeli. Zawsze ma przy sobie rzeczy, które
nie są potrzebne, mimo że wiele razy uratowały człowiekowi życie.
Na przykład raz kot mojej sąsiadki utknął na drzewie i za żadne
skarby nie chciał zejść. Wtedy do akcji wkroczyła An. Wyciągnęła
z kieszeni konserwę z tuńczykiem.
- Sam sobie przykleję plastra. - uśmiechnął się.
- Nie, spokojnie ja to zrobię. - odwzajemniła gest.
Nie ma
nic na świecie bardziej komicznego niż dziewczyna o wzroście metr
sześćdziesiąt siedem, która próbuje przylepić plastra
chłopakowi, który ma metr dziewięćdziesiąt jeden.
Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zadzwonił dzwonek, a z klasy
powychodziły tłumy młodzieży, żeby w końcu porozmawiać lub
zakuć na kolejną w tym dniu kartkówkę.
Pożegnaliśmy się z Eric'iem, który miał teraz wychowanie
fizyczne, my natomiast miałyśmy geografie.
- Widzę, że spodobał ci się mój znajomy. - zrobiłam brewki.
- Przestań! - zarumieniła się. - Nawet go nie znam.
Śpiesz się, jeśli chcesz z nim chodzić, bo wiele lasek na niego
leci. - motywowałam ją. Miałam racje, bo wiele dziewczyn
obserwowało jego tyłek, gdy szedł. Musiałam coś zrobić, żeby o
niego powalczyła, bo według mnie był odpowiednim chłopakiem dla
niej, mimo że należał do gangu motocyklistów.
Na
gegrze ja zawsze panował luz. Nauczycielka coś pisała na tablicy i
coś tam bełkotała na temat gospodarki w Europie Zachodniej.
Wszyscy w międzyczasie rzucali do siebie papierowe kuleczki,
samolociki, słuchali muzyki, tworzyli arcydzieła na końcu zeszytu
lub cicho szeptali. Natomiast tylko dwie osoby notowały co gadała
geografka. Powinna też to robić Angel, ale była tak zapatrzona na
chłopaków, którzy ćwiczyli na boisku, że aż mnie to lekko
zaniepokoiło.
Mimo, że był początek września na polu świeciło słońce. Więc
nauczyciele wychowana fizycznego stwierdzili, że mogą spokojnie
ćwiczyć ze swoimi podopiecznymi na świeżym powietrzu. Większość
panów ściągnęło swoje bluzki tylko po to, żeby zaprezentować
swoje sześciopaki panienkom, które ciekawie zerkały na nich. Eric
nie miał na sobie bluzki, więc mogę spokojnie wywnioskować, że
to odwróciło uwagę mojej kumpeli. Mnie natomiast przykuł, który
się podciągał na drążku. Wydawał mi się znajomy. W końcu mnie
oświeciło. To mój nowy sąsiad. Tylko jak miał na imię? Robert?
Rodney? Na pewno jego imię zaczynało się na literę ,,R''.
Patrz! Tam ćwiczy mój kuzyn, Ross. - wskazała na blondyna.
Chwilę później w mojej głowie zrodził się szatański plan...
Hej :)
Piszcie w komentarzach jak wam się podoba rozdział oraz czy mam pisać dłuższe :D
I posłuchajcie muzyki.
Dobrej Nocy
Super:)
OdpowiedzUsuńHahaha, genialne :D
OdpowiedzUsuńMrrr... Ross wkracza do akcji, czekam na next'a :D
Mega :*
OdpowiedzUsuńCzekam na plan Lau!
Cudo !
OdpowiedzUsuńOooo już się nie mogę doczekać tego planu haha !!!!!!!
Coś czuję że będzie starała się poderwać Rossa ! O tak to na pewno ten plan ,jestem tego pewna !!! Dobra nie zanudzam więcej ...
Czekam na next !!!! <3