sobota, 7 lutego 2015

Rozdział drugi

Muzyka do czytania
Michael <3


 Jakimś cudem udało nam się zdążyć na trzecią lekcje. Pierwszy raz w życiu mogę stwierdzić, że bardzo się cieszę, że jestem w szkole. Lekcje już trwały, więc prawdopodobieństwo, że przyjedzie do budy jest mała, a nawet gdyby to zrobił to nic mi nie zrobi, bo nauczyciele i inni uczniowie od razu zareagują.
Strasznie mi głupio, że Eric oberwał przeze mnie. I teraz ten jego straszny siniak mi o tym przypomina. Chłopak twierdzi, że nic mu nie jest, ale gdy chce zobaczyć to kręci się jakby miał wszy. A gdy wpadliśmy do szkoły, to on natychmiastowo udał się do toalety i siedział tam pół przerwy. Bardzo się o niego martwię.
Wyszliśmy z toalety, kiedy było kilka minut po dzwonku. Na szczęście nikogo nie było na korytarzu.. oprócz mojej przyjaciółki Angel, która znowu zapomniała, gdzie mieści się sala fizyczna.
Angel White to bardzo nieśmiała dziewczyna, która znowu przeprowadziła się do Los Angeles po roku pobytu u swojej matki we Francji. Jej imię jest dość nietypowe, ale w całości odzwierciedla jej charakter. Jest takim chodzącym aniołkiem stróżem, który pomaga wszystkim nie zważając, że nie zna tej osoby. Cała An! Imię otrzymała na cześć Los Angeles, bo właśnie tutaj poznali się jej rodzice. Niestety dwa lata temu się rozwiedli, co załamało psychicznie moją przyjaciółkę. Nie wiadomo czemu to zrobili, bo dotąd nie zdradzili nic swojej córce. Gdy chodziłyśmy razem do trzeciej gimnazjum zdecydowała, że przeprowadzi się na rok do Francji. Do Miasta Aniołów wróciła w zeszły weekend. Jeszcze nie miałyśmy okazji się zobaczyć.
Wyglądała dokładnie tak jak zawsze. Jakby w ogóle nie wyjeżdżała. Miała związane włosy w wysokiego kucyka. Miała lekką opaleniznę po europejskim słońcu. W jej jasnobłękitnych oczach ciągle widniały te iskierki radości, a usta złożyły się w delikatny uśmiech pokazując rządek idealnie białych ząbków, która pozazdrościłaby niejedna aktorka. Odkąd pamiętam, zawsze nosiła przydużawe bluzy. Dzisiaj miała na sobie szarą bluzę z logo Slashers. Do tego czarne legginsy oraz czarne podróbki conversów. W rekach trzymała podręcznik do fizyki oraz zeszyt w kwiatki.
Gdy mnie zobaczyła to zaczęła się cieszyć jak małe dziecko. Moja reakcja była podobna. Wyrzuciła za siebie zeszyt i książkę i biegła w moim kierunku. Widzieliście pewnie taką scenę w wielu filmach. Dwie osoby biegną do siebie po długiej rozłące. Najczęściej dzieje się to na plaży przy zachodzie słońca, co dodaje romantyzmu, bo zazwyczaj przytrafia się to parom. Do tego te zwolnione tempo i ckliwa muzyka w tle. Teraz wyobrażacie sobie dwie przyjaciółki, które tak gonią do siebie. Ze zwolnionym tempie, oczywiście. Tak, wygląda to bardzo śmiesznie. A na samym końcu rzucamy się na siebie. I to dosłownie, bo ze mnie taki słoń, że ją przewróciłam. Zaczęłyśmy się śmiać.
- Przytyłaś! - uśmiechnęła się.
- O ty! Jak możesz tak mówić! - fochnęłam się na nią.
- Pseplasam. - zrobiła szczenięce oczka. Po czym cmoknęła mnie w policzek.
- Wybaczam Ci, ty mój smrodzie.
Wstałam z przyjaciółki. Dopiero, gdy podszedł do nas Eric opamiętałam się.
Był zmieszany całą tą sytuacją. Ale gdy podał rękę Angel stwierdziłam, że zawiązał nić porozumiewawczą. Do tego sprawił, że moja przyjaciółka odwróciła szybko wzrok i spaliła rumieńca.
Zauważyłam pomiędzy nimi dużo podobieństw. Eric podobnie jak Angel nosili bluzy z różnymi napisami czy logami. Miał na sobie jeansy oraz podobne podróbki conversów. Tylko oczywiście męskie.
Postanowiłam przerwać tą ciszę przez, którą An uśmiechała się głupkowato do swoich butów, a chłopak próbował dokładnie oglądał jej zeszyt do fizyki.
 - Więc... To jest Eric, a to Angel. Angel, Erick. - spojrzeli na siebie.
- Jejku! Nic ci nie jest! - krzyknęła.
Cała Angel. Położyła ręce na policzkach chłopaka. Zaczęła dokładnie oglądać siniaka.
- Nic mi nie jest. - powiedział Eric, a na jego poliki skradły się rumieńce.
- Czekaj chwileczkę. - oznajmiła i wyciągnęła z bluzy duży plaster.
- Po co nosisz plastry przy sobie? - zaciekawił się.
- Odkąd Laura rozwaliła sobie kolano w parku. - wytłumaczyła.
To kolejne dziwactwo mojej kumpeli. Zawsze ma przy sobie rzeczy, które nie są potrzebne, mimo że wiele razy uratowały człowiekowi życie. Na przykład raz kot mojej sąsiadki utknął na drzewie i za żadne skarby nie chciał zejść. Wtedy do akcji wkroczyła An. Wyciągnęła z kieszeni konserwę z tuńczykiem.
- Sam sobie przykleję plastra. - uśmiechnął się.
- Nie, spokojnie ja to zrobię. - odwzajemniła gest.
Nie ma nic na świecie bardziej komicznego niż dziewczyna o wzroście metr sześćdziesiąt siedem, która próbuje przylepić plastra chłopakowi, który ma metr dziewięćdziesiąt jeden.
Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zadzwonił dzwonek, a z klasy powychodziły tłumy młodzieży, żeby w końcu porozmawiać lub zakuć na kolejną w tym dniu kartkówkę.
Pożegnaliśmy się z Eric'iem, który miał teraz wychowanie fizyczne, my natomiast miałyśmy geografie.
- Widzę, że spodobał ci się mój znajomy. - zrobiłam brewki.
- Przestań! - zarumieniła się. - Nawet go nie znam.
Śpiesz się, jeśli chcesz z nim chodzić, bo wiele lasek na niego leci. - motywowałam ją. Miałam racje, bo wiele dziewczyn obserwowało jego tyłek, gdy szedł. Musiałam coś zrobić, żeby o niego powalczyła, bo według mnie był odpowiednim chłopakiem dla niej, mimo że należał do gangu motocyklistów.
Na gegrze ja zawsze panował luz. Nauczycielka coś pisała na tablicy i coś tam bełkotała na temat gospodarki w Europie Zachodniej. Wszyscy w międzyczasie rzucali do siebie papierowe kuleczki, samolociki, słuchali muzyki, tworzyli arcydzieła na końcu zeszytu lub cicho szeptali. Natomiast tylko dwie osoby notowały co gadała geografka. Powinna też to robić Angel, ale była tak zapatrzona na chłopaków, którzy ćwiczyli na boisku, że aż mnie to lekko zaniepokoiło.
Mimo, że był początek września na polu świeciło słońce. Więc nauczyciele wychowana fizycznego stwierdzili, że mogą spokojnie ćwiczyć ze swoimi podopiecznymi na świeżym powietrzu. Większość panów ściągnęło swoje bluzki tylko po to, żeby zaprezentować swoje sześciopaki panienkom, które ciekawie zerkały na nich. Eric nie miał na sobie bluzki, więc mogę spokojnie wywnioskować, że to odwróciło uwagę mojej kumpeli. Mnie natomiast przykuł, który się podciągał na drążku. Wydawał mi się znajomy. W końcu mnie oświeciło. To mój nowy sąsiad. Tylko jak miał na imię? Robert? Rodney? Na pewno jego imię zaczynało się na literę ,,R''.
Patrz! Tam ćwiczy mój kuzyn, Ross. - wskazała na blondyna.

Chwilę później w mojej głowie zrodził się szatański plan...


Hej :) 
Piszcie w komentarzach jak wam się podoba rozdział oraz czy mam pisać dłuższe :D
I posłuchajcie muzyki. 
Dobrej Nocy 

4 komentarze:

  1. Hahaha, genialne :D
    Mrrr... Ross wkracza do akcji, czekam na next'a :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo !
    Oooo już się nie mogę doczekać tego planu haha !!!!!!!
    Coś czuję że będzie starała się poderwać Rossa ! O tak to na pewno ten plan ,jestem tego pewna !!! Dobra nie zanudzam więcej ...
    Czekam na next !!!! <3

    OdpowiedzUsuń