środa, 8 kwietnia 2015
Uwaga! Laura jest aniołem! Ale z innej planety!
Zapraszam Was do wejścia na bloga Pięknej Dziewczyny
środa, 18 lutego 2015
niedziela, 15 lutego 2015
Konkurs :)
Wasze zadanie polega na tym, żeby napisać ciekawą historię związaną z Laurą, Rossem, Ericiem i Angel :)
Najciekawsze opowiadania będą użyte na blogu :D
Piszcie w komentarzach. Do dzieła!
Wyniki w następną niedzielę.
Powodzenia! :)
Najciekawsze opowiadania będą użyte na blogu :D
Piszcie w komentarzach. Do dzieła!
Wyniki w następną niedzielę.
Powodzenia! :)
sobota, 14 lutego 2015
Rozdział siódmy
Ach, ta cudowna atmosfera Dnia Zakochanych :)
Nie, nie mam chłopaka Nie Kulturalna, ale czekam na niego ;D
I chyba w Polsce nie ma jaków, więc nie mam się czego bać :)
Specjalna piosenka do czytania
Ed :)
Nie, nie mam chłopaka Nie Kulturalna, ale czekam na niego ;D
I chyba w Polsce nie ma jaków, więc nie mam się czego bać :)
Specjalna piosenka do czytania
Ed :)
...Erick!
Tym pacanem, który nas przestraszył był Eric! Myślałam, że mu
żywcem oczy wydłubię póki do akcji nie wkroczyła An.
- Coś
ty sobie myślał, żeby nas straszyć? - zdenerwowała się.
Skrzyżowała ręce i cierpliwie czekała na wytłumaczenie ze strony
chłopaka.
- No, bo
mam cztery bilety na koncert Eda Sheerana i tak pomyślałem, …
jakbyście chciały pójść ze mną … no, wiecie. - jąkał się
tak okropnie, że ledwo co coś zrozumiałyśmy. Nie wiem czy bał
się tym, że odmówimy czy tym, że Angel mogłaby mu odmówić, bo
ciągle na nią zerkał.
- Jasne!
- rozpromieniła się moja przyjaciółka i mocno przytuliła
bruneta.
Po
chwili się opamiętała.
- A nie
mogłeś nam tego powiedzieć normalnie podchodząc do drzwi
wejściowy, a nie wchodzić na balkon? - starała się być poważna,
ale nie wychodziło jej to za bardzo.
- Tędy
było szybko, bo dzisiaj zamierzam nocować u Rossa. - wytłumaczył.
To
dlatego Eric był w tak podejrzliwie dobrym humorze w szkole.
- Dobrze.
- zaczęłam, żeby ta parka nie utopiła się wzajemnie we swoich
oczach. - To, kiedy zaczyna się koncert? - kumpela się wróciła na
ziemię.
- Za
niecałą godzinę...
- Laura!
Musimy się spieszyć! - spanikowała. - Ubierzmy na siebie te nowe
sukienki.
- To
świetny pomysł, bo występ Eda ma się odbyć w Operze...
- Co?! -
wrzasnęła Angel. - Nie mogę znaleźć mojej sukienki!
- Będziemy
gotowe za pół godziny. - oznajmiłam i odprowadziłam Erica na
balkon.
Opera
mieszcząca się w Los Angeles była miejscem bardzo magicznym. Gdy
weszło się do środka holu od razu przeniosło się do
dziewiętnastego wieku. Sala, do której weszłyśmy była ogromna.
Mogła pomieścić z dwa tysiące widzów. Siedzenia obite czerwonym,
miękkim w dotyku materiałem, który sprawiał, że wygodniej się
siedziało. Ściny były pomalowane na kawowy kolor, a sufit był
miejscami beżowego koloru. Scena była tak duża, że mogły na niej
zatańczyć takie spektakle jak Dziadka do orzechów. Podłoga była
zrobiona z lipcowego drewna, a kurtyna z ciężkiego, brązowego
materiału.
Miałyśmy
najlepsze miejsca, bo w pierwszym rzędzie. Zauważyłam, że Ross,
Angel byli zmieszani tym wszystkim, bo nie wiedzieli ile takie
luksusy mogły kosztować bruneta. Natomiast chłopak nie zauważył
zakłopotania przyjaciół tylko w cierpliwości oczekiwał występu.
- Eric.
- zaczęła nieśmiało przyjaciółka, która siedziała pomiędzy
mną a chłopakiem. - A ile mamy ci oddać?
- Nic. -
uśmiechnął się. - Nie martwcie się o to, bo bilety dostałem za
darmo od mojej cioci, która często tu śpiewa w tej operze. Dała
mi te bilety, bo twierdzi, że mi bardziej się przydadzą niż jej.
- Na
pewno? - spytała się drugi raz kumpela.
- Tak. -
w zamian pocałowała go w policzek. Chłopak natychmiast oblał się
rumieńcem.
Już
wiem po co Watson zabrał nas na te przedstawienie. Chciał spędzić
trochę czasu z Angel. Pewnie Ross mu powiedział o koncercie
Sheerana, a ten kupił bilety. I to w pierwszym rzędzie! Do tego to
pierwszy taki występ, na którym jest An. Co dodaje mu wielkiego
plusa u niej.
To
wszystko wypełnia akustyczne granie gitary oraz piękne, romantyczne
piosenki. Nie zapomnijmy również o eleganckiej operze oraz w o
przepięknej sukience blondynki. Chłopak wzroku nie mógł od niej
oderwać. Dla niego największą gwiazdą była moja kochana An.
Czułam
się jak na skrzydłach, kiedy wychodziłam z sal i kierowałam się
za przyjaciółmi. Nie wiedziałam o czym mówią. Nic do mnie nie
docierało, bo umysłem byłam na scenie z Edem i razem śpiewamy.
Towarzyszy nam też moja gra na pianinie.
Okazało
się, że my posiadamy bilet Deluxe, więc, że mamy zaproszenie na
bal.
Gdy
weszłam do sali, otworzyłam buzię z zachwytu.
Na
suficie wisiały przepiękne żyrandole. Były bardzo duże, a ich
przeźroczysta budowa sprawiała, że światło padało w różnych
kolorach. Na stołach było mnóstwo jedzenia. A Ross, gdy zobaczył
fontannę z czekolady, zapomniał o Bożym świecie i zaczął maczać
w niej wszystkie owoce jaki miał pod ręką. Naprzeciwko drzwi była
mała scena, na której stał Ed.
-Serdecznie
Was Witam na balu zorganizowanym przez dyrektora opery w Los Angeles,
Felixa Browna. - wszyscy zaczęli bić brawa.
Ed po
kilku minutach zaczął śpiewać. Wszyscy podeszli pod scenę, żeby
go posłuchać. I znowu odpłynęłam do innego świata. Zamknęłam
oczy. Wyobraziłam sobie, że jestem ubrana w długą białą
sukienkę rodem z dworu Francji z dziewiętnastego wieku. Ed był
ubrany jakby był panem młodym.
Ja
grałam na fortepianie, a on śpiewał. Po czym nagle się do niego
dołączyłam. Tworzyliśmy niesamowity duet...
Ale
moje wyobrażenia przerwała cisza.
Otworzyłam
oczy. Wszyscy patrzyli na mnie. Zerknęłam na Eda, a on uśmiechnął
się do mnie. Nie wiedziałam o co im chodzi.
- Jak
masz na imię? - spytał się mnie Sheeran.
- Laura.
- odpowiedziałam niepewnie jakbym zapomniała swojego imienia.
- Lauro
– zaczął. - Czy chciałabyś...
Zadawajcie pytania bohaterom. :)
Dziękuje za Wszystkie od Was komentarze
I radosnego Dnia Zakochanych jeszcze raz.
Wasza Chrisi
Walentynki
Z okazji Dnia Walentego
ślę całusa ogromnego,
Kocham Was swym sercem małym,
jesteście dla mnie Światem całym.
Słodkie całuski!
życzy Alexandra Christine dla wszystkich swoich czytelniczek
Specjalnie na Walentynki <3
ślę całusa ogromnego,
Kocham Was swym sercem małym,
jesteście dla mnie Światem całym.
Słodkie całuski!
życzy Alexandra Christine dla wszystkich swoich czytelniczek
Specjalnie na Walentynki <3
piątek, 13 lutego 2015
Rozdział szósty
Dedykuje go Dadze :)
<3
<3
Po
szkole umówiłam się z An na małe zakupy. Nie mogłam się
doczekać, ponieważ po raz pierwszy od dłuższego czasu spędzę
cały wieczór z moją ukochaną przyjaciółką. Zamierzała u mnie
nocować. Co oznaczało dużo szaleństwa oraz spore ilości naszej
czekoladowej kawy oraz słodkich niespodzianek.
Była
ostatnia lekcja, czyli historia.
Z tego
podekscytowania nie mogłam się w pełni skupić. I nie tylko ja, bo
przyjaciółka co chwilę wysyła mi propozycje fajnych filmów do
oglądnięcia. Nie mogłam za nią nadążyć, bo wścibska
nauczycielka na mnie ukradkowo spoglądała.
Eric
był w wyśmienitym humorze. Nie miałam bladego pojęcia, dlaczego,
ale sprawiał wrażenie jakby się umówił ze dziewczyną ze swoich
snów. A może potajemnie spotyka się dzisiaj z jakąś laską?! Nie
mogę dopuścić tego, żeby biedna Angel się o tym dowiedziała.
Właśnie
w tym momencie przypomniałam sobie o dzisiejszym pocałunku z
Rossem. Spojrzałam na niego ukradkiem, bo z nim i Ericiem nam
historię. Bazgrał coś w ćwiczeniach nie zwracając najmniejszej
uwagi na to co mówiła historyczka.
To było
najdziwniejsze uczucie jakie poczułam, gdy pocałowałam chłopaka.
Tak jakbym zjadła naraz żelkowo-czekoladowe słodkości i popiłabym
to gorącą czekoladową kawą, czyli było czymś cudownym, słodkim
oraz niezwykłym. A moje ciało przeszyły delikatne dreszcze jakich
nigdy nie doznałam. A moje ciało było tak gorące jakbym miała
trzydzieści osiem temperatury Celsjusza.
I w
końcu skończyła się ta lekcja.
Szybko
udałam się do szatni, gdzie spotkałam Angel ubierającą buty. W
mgnieniu oka wybiegłyśmy z budynku i kierowałyśmy się do
centrum.
Pierwsze
poszłyśmy do sklepu z butami. Angel chciała w końcu sobie kupić
jakieś ładne szpilki. To miały być jej pierwsze, więc chciała,
żeby były wyjątkowe. Nie mogła się zdecydować pomiędzy
czarnymi z pięknym połyskiem a łososiowymi, które były na
niższej szpilce. W końcu kupiła tą drugą parę, chociaż mówiłam
jej, że w tych czarnych wyglądałaby o wiele seksowniej.
Drugi
sklep to nasz ulubiony z niewiarygodnie dużą ilością ciuchów.
Ceniłyśmy sobie go przede wszystkim, dlatego, że było tu dużo
markowych ubrań, ale w dobrych cenach. Zamierzałyśmy dzisiaj
zaszaleć na całego.
I jakie
było zdziwienie ludzi, kiedy wybrałam tak dużo ciuchów, aż Angel
musiała pomóc mi je wszystkie wnieść. Najbardziej spodobały mi
się: biała sukienka z czarną koronką u dołu, jasnoniebieskie
jeansy, biała bluzka w różowe kwiatki, czarna spódnica oraz
jasnofioletowa bluza z napisem Brooklyn. Angel natomiast upatrzyła
sobie łososiową spódnicę, białą bluzkę z krótkim rękawem z
czarnym napisem NYC, jasnobłękitną sukienkę oraz duży bawełniany
szary sweterek ze ćwiekami. Oczywiście to wszystko kupiłyśmy.
Później
z wielkim hukiem i mnóstwem toreb wpadłyśmy do supermarketu po
żarcie na ten wieczór. Wrzucałyśmy dosłownie wszystko co wpadło
nam do rąk. Po żelki aż po brokuły.
Ludzie
się na nas dziwnie oglądali, ale my się tym specjalnie nie
przejmowałyśmy tylko cieszyłyśmy się swoją obecnością.
Miałyśmy tyle do nadrobienia, tyle do opowiedzenia, że Angel
musiałaby u mnie nocować miesiąc, żeby wszystko wiedzieć, a
miałyśmy tylko jedną noc.
Wróciłyśmy
do domu około po godzinie dziewiętnastej. Złożyło się idealnie,
że moi rodzice wyjechali w sprawach służbowych na drugi koniec
Stanów Zjednoczonych na calusieńki tydzień, więc miała w pełni
wolną chatę tylko dla siebie.
Pierwsze
co zrobiła Pola, gdy zobaczyła An to była chęć złamania sobie
skrzydła, ponieważ tak bardzo chciała się wydostać z klatki. Tak
się składało, że moja papuga uwielbiała moją kumpelę. Dostałam
Polę od Angel na czternaste urodziny. Poza tym, gdy ja gdzieś
wyjeżdżałam to blondynka zajmowała się nią.
Zaczęłyśmy
robić naszą czekoladową kawę. Najpierw wrzucamy do kubka łyżeczkę
kawy, później dodajemy dwie kostki gorzkiej czekoladowy oraz czarne
kakao. To wszystko zalałyśmy wrzątkiem i dodałyśmy trochę mleka
(polecam :D). Przeszłyśmy do tworzenia żelkowo-czekoladowej
słodkości. Wrzuciłyśmy wszystkie ulubione żeliki oraz czekoladę
do jednej szklanki oraz dałyśmy bitą śmietanę. Wyszło nam
prawdziwe arcydzieło.
Gdy
wszystko było gotowe zaczęłyśmy oglądać film ,,Mąż na niby”.
Nie obchodziło nas to, że widziałyśmy go z miliony razy.
Po
filmie zaczęłyśmy się walić poduszkami. Pobiłyśmy się tak
bardzo, że rozszarpało mi całego Jaśka. Ogarnęła nas głupawka
jakiej nigdy nie miałyśmy. Śmiałyśmy się zupełnie ze
wszystkiego. Z tego, że mój pokój wyglądał jakby była seryjnym
mordercą kur, bo wszędzie walały się pióra. Z naszych
niesamowicie głupich min, które robiłyśmy nawzajem. I z wielu
innych rzeczy.
Dopóki
nie usłyszałyśmy czyiś kroków.
Angel
wrzasnęła przeraźliwie, gdy zobaczyła postać ubraną całą na
czarno. Szła w naszym kierunku... Nigdy nie spodziewałabym się, że
to był...
Mam nadzieję, ze Wam się podoba :)
Oto Jak dla Nie Kulturalnej
czwartek, 12 lutego 2015
Rozdział piaty
Dedykuję do Nie Kulturalnej
Piosenka doda nastroju
Piosenka doda nastroju
Nie wiem co
się ze mną działo. Tylko troszeczkę się do niego przybliżyłam.
Nic więcej. A jednak to on chciał mnie pocałować. Tego nie było
w planie. Nie byłam na to gotowa. Nawet go nie kochałam! Ani nie
byłam zauroczona!
Bo...
nadal kochałam Jake. Wiem głupia jestem, że podkochuję się w
takim chłopaku, ale bardzo trudno jest się odkochać w osobie,
którą darzyłeś mocnym uczuciem przez dwa lata. Minie trochę
czasu, zanim zdecyduję się związek. Poza tym Ross miał tylko
udawać...
Lecz
mimo wszystko się pocałowaliśmy...
A
powinnam nie dopuścić do tego, żeby to zrobił. …
Co się
ze mną do cholery dzieję?
Pocałunek
był bardzo delikatny, subtelny oraz taki idealny, że wydawało mi
się, ze blondyn specjalnie trenował na ładnych laskach, żeby
wyszedł doskonale. Jego dotyk sprawiał, że moje ciało zwiększyło
swoją temperaturę. Policzki zaczęły się rumienić. A mnie
przeszły dreszcze. Do tego te przyjemne kłucie w brzuchu.... Nie!
Musiałam to przerwać!
Nie
jestem w nim zakochana! Ja wciąż Kocham Jake!
-Co się
stało? - zdziwił się.
-Dlaczego
mnie pocałowałeś? - zdenerwowałam się.
-Ja...nie
wiem. - chłopak zawstydził się. Wbił wzrok w swoje czarne
tenisówki.
Zrobiło
mi się głupio.
-Przepraszam
Cię...
-Nie to
ja przepraszam. - przerwał mi. - Nie powinienem tego robić.
-Naprawdę
nic się nie stało. - powiedziałam to, mimo że mój mózg zaczął
się kłócić ze mną, że chciałby jeszcze raz przeżyć to coś
wspaniałego.
-Ja już
wracam do siebie. - powiedział lekko zakłopotany.
Po
chwili się zatrzymał i odwrócił w moim kierunku.
-Jeszcze
raz chciałbym Panią przeprosić za moje naganne zachowanie. Chce
zauważyć, że przebywanie z w towarzystwie tak pięknej damy
zapominam o Boży świecie. Ma Pani w sobie coś naprawdę
niezwykłego. A to, że panienkę pocałowałem było oznaką
czystego szaleństwa za Panią. serce mi podskoczyło. - Chciałbym
też zauważyć, że ani razu się nie całowaliśmy, a pański
przyjaciel Jake. - nacisną na słowo ,,przyjaciel''. Mogę
stwierdzić, że powiedział to z wielkim obrzydzeniem. - to już
przeszłość.
Po czym
wyszedł.
Zamarłam.
Czy on
przed chwilą wyznał mi miłość? Czy ja śnię?
Wyszłam
z domu o godzinie siódmej czternaście.
Ciągle
byłam wstrząśnięta tym, co się wydarzyło raptem pół godziny
temu. Mimo wszystko czułam lekkie zamieszanie. Nie wiedziałam co
tym wszystkim sądzić.
Podbiegł
do mnie Ross.
-Jesteś
wspaniałą aktorką. - szepnął mi do ucha.
-O co
ci chodzi?
-Nie
wiesz.
-Nie? -
zdenerwowałam się.
-Widziałem
jednego z kumpli Jake. - zatrzymałam się.
-Co
takiego?
-No
tak. Nie widział naszego pocałunku, ale usłyszał mój dialog jak
za Panią szaleję. Na szczęście widział też nasz pocałunek.
-Czyli
to było udawane?
-Tak. -
odpowiedział. - A coś się stało?
Zarumieniłam
się.
Cała
złość do niego minęła szybko. On narażał się dla mnie, a ja
prawie zdradziłam cały plan. Muszę być bardziej uważna i
ostrożna
-A nic.
-Na
pewno? - objął mnie ramieniem.
-Tak. -
odwzajemniłam jego gest.
Fajnie
było poudawać parę. Czułam się wtedy bardziej bezpiecznie, że
mam przy sobie Rossa. Kto wie może, kiedyś zaproszę prawdziwą
randkę, jeśli oczywiście będzie chciał...
Przepraszam, że dzisiaj taki krótki, ale chciałam go dodać.
Następny rozdział pojawi się jutro, a kolejny może w weekend, ale jeszcze nie wiem. Na pewno jutro coś wstawię. Jak się podoba? Zaskoczeni? Ja też :)
Wasza Chrisi
Tak, jestem wielką fanką Michaela Jacksona :)
poniedziałek, 9 lutego 2015
Rozdział czwarty
:)
Nigdy
nie lubiłam wstawać do szkoły. Wtedy łóżko wydawało się takie
wygodne, że wyjście z niego byłoby wielkim grzechem. Pościel była
taka ciepła, piżama taka przyjemna, a świat taki straszny. Całe
szczęście, że dzisiaj jest piątek.
Niby
tak bardzo chciałam pozostać w moim puchowym królestwie, ale jakoś
nie miałam na to wszystko ochoty. Dochodziła godzina piąta, a ja
już na nogach. Nie poznawałam samej siebie. Spojrzałam na klatkę
Poli. Papużka sobie słodko spała, kołysząc się na swojej
huśtawce. Uwielbiała to robić.
Później
popatrzyłam na przez okno na dom Lynchów. W pokoju Rossa świeciło
się światło. Widziałam postać poruszającą się, ale wszystko
zasłaniały mi ciemnożółte żaluzje. Wtedy sobie uświadomiłam,
że jego balkon znajduje się naprzeciwko mojego balkonu. Co oznacza,
że spokojnie mogliśmy do siebie przejść bez wiedzy naszych
rodziców. Matko, jakie pomysły wpadają mi do głowy!
Postanowiłam,
że skoro już wstałam to się ubiorę.
Odkąd
An wróciła z Francji mogę zaczęłam ubierać się bardziej
dziewczęco. Dzisiaj zamierzałam pójść do szkoły w łososiowej
spódnicy z czarnym paskiem. Do tego biała bluzka z napisem NYC
schowana w spódnice. Delikatny makijaż podkreślał moją jasną
cerę.
Wyglądałam
tak normalnie, że zauważyłam, że bez tych dużych ilości
ćwieków, skórzanych ubrań oraz mocnego makijażu wyglądam
naturalnie.
Zrobiłam
sobie gorącą czekoladę. Jej zapach rozprzestrzenił się po moim
pokoju, kiedy do niego weszłam. Co spowodowało, że moja kochana
Pola się obudziła z pytaniem, gdzie są wafelki w czekoladzie.
Zaśmiałam się. Bardzo kochałam tą niebieską opierzoną kulkę
szczęścia.
Ona
widząc moją radość zaczęła wypowiadać imię chłopaka, w
którym byłam zakochana. Od razu wszystkie wspomnienia do mnie
wróciły. Przypomniałam sobie jak dwa tygodnie temu spoliczkował
Erica albo jak doszło do bijatyki.
Ja się
po prostu bałam. Że skrzywdzi moich przyjaciół. Że zrobi coś
mojej rodzinie. Że coś mi zrobi. Takie straszne myśli nawiedzały
mnie bardzo często, że czasami budziłam się spocona w środku
nocy, bo widziałam jak różne straszne rzeczy, które mógłby
zrobić. Dostawałam od niego SMS-y z pogróżkami, że może mi coś
zrobić. Przez co jak wychodzę z domu wydaję mi się, że on zaraz
wyskoczy zza rogu ze swoimi kumplami. Nie mówiłam nic moim
przyjaciołom, żeby ich nie martwić, ale oni też byli w
niebezpieczeństwie.
Angel
jest zagrożona. Jest dla wszystkich bardzo ważną osobą. Kuzynka
Rossa, moja najlepsza przyjaciółka, a w przyszłości dziewczyna
Erica. Do tego jest najłatwiejszym celem, bo nie praktykuje
przemocy, ani jej nie używa.
Eric ma
totalnie przechlapane, bo należy do ,,Szybkich”. Ale istnieje
szansa, że jego kumpel Jack za nim się wstawi. Boję się, że może
oberwać jeszcze mocniej niż przedtem od Jak'a.
Ross...
on udaje mojego, chociaż w ogóle tego nie widać. Normalnie, gdy
jesteśmy w szkole to zachowujemy się jak kumple. Nie całujemy się,
nie obejmujemy, ani nie pokazujemy, że udajemy pary. Ale boję się
… bardzo się boję, że on mógłby w stanie go zabić.
Jeszcze
ja.
No,
właśnie zdałam sobie sprawę, że Jake się we mnie zakochał.
Tylko nigdy tego nie okazywał. Zawsze umawiał się z przypadkowymi
dziewczynami, żeby wzbudzić we mnie zazdrość, bo doskonale
wiedział, że się w nim bujam i nigdy go nie opuszczę. Dopóki nie
powiedziałam mu, że mam chłopaka, który tak naprawdę go udaje...
Dopiero
teraz zauważyłam, że zaczęłam płakać. To bardzo rzadko się
zdarza, bo jestem... byłam silną dziewczyną. Ale wszystkie te
problemy, ten strach oraz te uczucia za bardzo mnie przygniotły.
Odstawiłam kubek na biurku.
Wyszłam
na balkon. Zakryłam twarz rękami i zaczęłam szlochać.
Nie
obchodziło mnie całkowicie nic. To, że Pola skrzeczy, dlaczego
wyszłam. To, że rozmarzę swój makijaż i może poplamię swoje
ubranie. Nie przejmuję się szkołą.
Po
chwili łzy spływały mi falami.
Przypomniałam
sobie o pewnej rzeczy. Szybko wpadłam do pokoju. Wyciągnęłam spod
łózka pudełko, z którego wyciągnęłam zdjęcie. Weszłam na
balkon i całkowicie dałam się ponieść emocjom.
,,Dlaczego
mnie to wszystko spotkało?” - żaliłam się zdjęciu.- ,,Gdzie
jesteś? Tak bardzo Cię potrzebuję. Chce, żebyś mnie przytuliła,
pocałowała czule w głowę i powiedziała, że wszystko będzie w
porządku. Proszę, wróć”
Niecały
rok temu moja starsza siostra wyszła z domu i już nie wróciła.
Wszyscy
ją szukali. Rodzice, rodzina, przyjaciele, policja, ale nie znaleźli
jej, ani jej ciała.
Moi
rodzina już dawno straciła nadzieję i powoli się uczyła żyć
bez niej. Tylko ja jedna wierzę, ze ona żyję i że bardzo chce
wrócić do domu.
Poczułam,
że ktoś lekko mnie obejmuje. Myślałam, że to tato, bo poczułam
silny zapach wody kolońskiej. Przytuliłam się do niego bardziej.
Nawet go objęłam. Przez ten cały czas miałam zamknięte oczy.
Dopiero otworzyłam je, gdy w pełni się uspokoiłam.
- Ross?!-
zdziwiłam się. - Co ty tutaj robisz?
- Zobaczyłem
jak płaczesz. - powiedział. - Boję się, że Tobie coś się
stało.
- Dziękuję.
- delikatnie się uśmiechnęłam. - Ale nie możesz mnie widzieć w
takim stanie. - odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku.
- Dlaczego?
- zdziwił się. - Przecież wyglądasz pięknie.
- Naprawdę?
- Tak. -
uśmiechnął się. - I to bardzo. Mówię to jako twój znajomy, a
nie udawany chłopak.
- W
takim razie co sądzi o mnie mój udawany chłopak? - droczyłam się
z nim,
- Że
wyglądasz zniewalająco pięknie.
- Mów
dalej. - powracał mi humor
- Dla
niego jesteś najpiękniejsza dziewczyną jaką w życiu spotkał, a
widział wiele.
- Widzę,
że miał wzięcie.
- Tak,
ale zawsze kocha i będzie kochał tą uśmiechniętą Laurę.
Czułam
się tak wspaniale.
Spojrzeliśmy
sobie głęboko w oczy. Zaczęliśmy powoli się zbliżać do siebie.
Nie wiedziałam co soę ze mną dzieję. Dzieliły nas milimetry...
Hejo :3
Czuje się w doskonałej formie.
Jak tam u Was? Jak mijają ferie, szkoła?
Podoba się Wam rozdział?
Zadawajcie pytania bohaterom opowiadania :D
Zadawajcie pytania bohaterom opowiadania :D
Taka piękna :)
niedziela, 8 lutego 2015
Rozdział trzeci
Specjalna dedykacja dla moich Tygrysic, czyli czytelniczek
Masz tego posłuchać!
Wbijajcie na tego bloga ;) Jego autorką jest Jools
Twoja miłość to mój napęd!
Masz tego posłuchać!
Wbijajcie na tego bloga ;) Jego autorką jest Jools
Twoja miłość to mój napęd!
Lekcje bardzo szybko minęły w cudownej atmosferze. W końcu mogłam
porozmawiać z moją przyjaciółką o tym, co w naszym życiu się
zmieniło przez rok rozłąki. Bardzo się stęskniłyśmy za sobą.
Ja jej opowiedziałam o tym, że ciągle nie jestem z Jak'iem, jak
bardzo nienawidzę Emmy, o moich gorszych ocenach, o moich problemach
w domu oraz o dzisiejszej akcji.
Ona
zaczęła opowiadać jaka ta Francja jest piękna, ale nic nie
przebiję USA. Stwierdziła, że Francuzi są bardzo dziwni, ponieważ
jedzą ślimaki i żabie udka. Próbowała wyciągnąć jakieś
informacje dotyczące rozwodu od swojej matki, ale była nieugięta.
Do tego moja przyjaciółka doszła do wniosku, że zostanie siostrą,
gdy zobaczyła duży brzuszek swojej rodzicielki. Są też duże
plusy jej pobytu we Francji. Otóż zapisała się tam na akrobatykę
na trampolinie. Na indywidualne lekcje. Dołączyła też do szkolnej
drużyny damskiej koszykówki, w której była najniższą
zawodniczką, ale najbardziej zwinną i sprytną.
Angel od małego interesowała się koszykówką. Codziennie oglądała
w telewizji zawody tego sportu z wielką pasją i fascynacją przy
tym zwracając uwagę na ruchy, triki oraz błędy zawodników. Jej
ambitna matka nie dopuszczała do siebie faktu, że córka pokochała
według niej taki beznadziejny sport. Postanowiła ją zapisać na
gimnastykę. Gdy była w szóstej klasie wypisała się z klubu tylko
po to, żeby trenować akrobatykę. Później natknęła się na
slamball. Jest to koszykówka połączona z trampoliną.
Zainwestowała w trampolinę i trenowała sama przez dwa lata. Zawsze
ja za to podziwiałam, bo na wszystko miała czas. I na naukę, na
trening, na spotykanie się ze mną oraz na wolontariat.
Zboczyłyśmy też na temat kuzyna An. Nazywa się Ross Lynch.
Urodził się w Los Angeles, ale gdy miał trzy lata przeprowadził
się do Paryża ze swoją rodziną. Kumpela utrzymywała z nim
gadając co tydzień przez Facebooka lub Skypa. A przez ostatni rok
bardzo się zżyli, bo traktowali się jak rodzeństwo. Powiedziała,
że ma plan jak może mi pomóc.
Widziałam kilka razy Rossa. Był zazwyczaj sam ze słuchawkami w
uszach. Przyjaciółka powiedziała mi, żebym się nie martwiła, bo
on ceni sobie samotność oraz niezależność. Poza tym nie toleruję
lasek w minówkach i z dużym dekoltem, bo uważa je niedocenione
dziewczyny lub egoistyczne, które sądzą, że są pępkami świata.
Wyszliśmy ze szkoły jako ostatni. Ja, Angel i Eric. Chciała nas
odprowadzić kawałek, bo później miała kółko z chemii. Gdy
wychodziłyśmy ze szkoły roześmiani, ujrzeliśmy ich od razu czar
prysł. Jake razem ze swoimi groźnymi kumplami stali naprzeciwko
nas. Nigdzie nie widziałam ani Jacka ani Emmy. Natomiast ci faceci
wyglądali jakby wyszli z więzienia. Mieli wytatuowane ręce, a
nawet głowy. Zauważyłam, że bardzo lubią czaszki, motory oraz
laski w bikini jako odpowiedni tatuaż. Byli ubrani w czarne skórzane
kurtki, starte szare lub jasnoniebieskie jeansy oraz białe
podkoszulki. Mieli na sobie niezwykle dużą ilość ćwików.
- Co to
znalazłeś sobie nową dziewczynę? - to pytanie skierował do
Erica, który po chwili stał się czerwony od złości. Angel
popatrzyła na mnie wzrokiem typu ,,O czy on mówi?''. A ja
zesztywniałam ze strachu, a w moim umyśle pojawiały się najgorsze
z możliwych scenariuszy.
Eric
zrobił krok do przodu, żeby zakryć trzęsącą się ze strachu
przyjaciółkę. Angel założyła kaptur oraz kurczowo trzymała się
prawej ręki chłopaka. Lewą ręką zmusił mnie, żebym poszła do
tyłu.
- Zabierz
ją. - oznajmił. An za żadne skarby nie chciała puścić ręki
Erica.
Wtedy
jakby grom z nieba zjawił się koło mnie Ross. Był ubrany w czarne
jeansy, biały podkoszulek oraz jasnoniebieską koszulę w kratki.
Czuć było od niego wodą kolońską. Taką samą używał Jake.
Nawet w takich sytuacjach muszę o nim myśleć.
- Masz
zostawić moją kuzynkę oraz dziewczynę w spokoju. - powiedział.
Mi
prawie oczy z orbit wypadły. Kto zdradził mu mój plan?
Chłopak mrugną do mnie zalotnie, co było znakiem, żebym udawała
jego dziewczynę. W mojej głowie panował mętlik. Skąd on
wiedział, że ma zagrać mojego chłopaka? Czy nie jest zły na
mnie, że go tak wykorzystuje? Jakim cudem się tu zjawił? Śledził
nas, a może czekał na Angel? … No, właśnie Angel! Zaplanowała
taki sam plan jak ja! To oznacza tylko jedno... ten potwór czyta mi
w myślach?!
Fakt, że Ross udaje mojego chłopaka wkurzył porządnie Jake. Ale z
drugiej strony czułam się potwornie, ponieważ oszukuje go, chociaż
właśnie chciał pobić moich przyjaciół.
- Nikt
cię nie nauczył, że dam się nie biję, bo to niegodne zachowanie
dżentelmena. - upomniał go. Bardzo dobrze było słyszeć jego
francuski akcent.
- Jaki
zabawny chłopak. - wszyscy zaczęli się śmiać. - I Tobie podoba
się ten gejowaty blondas? - zwrócił się z tym pytaniem do mnie.
-Tak. I
to bardzo! - krzyknęłam. - Kocham go!
Jake
wkurzył się po granice możliwości.
- Już
brać ich! - wrzasnął. - Przecież za to wam płacę!
- Drogie,
panie. - patrzył cały czas na mnie. - Proszę mi wybaczyć, ale za
chwilę do was wrócę.
- On
mówił to do mnie? - szepnął do mnie Eric.
- Ericu,
czy pomożesz mi w okiełzaniu tej pospolitej bandy niewychowanych
śmierdzieli? - spytał się Ross.
- Z
wielką chęcią. - uśmiechnął się.
- Niech
drogie panie zakryją oczy. - uprzedził.
Nie
wiem jakim cudem, ale Ross walczył tak zawodowo, że obserwowałam
każdy jego ruch. Tak jakby był stworzony do walki. Przypuszczam, że
trenuje podobnie jak kiedyś Angel akrobatykę z boksem albo karate
czy judo. Dodatkowo robił to z taką klasą, że aż z wrażenia
zatkało.
Jejku jakie on ma mięśnie! Czy on mieszka w siłowni?! Wygląda tak
seksownie...
Powalili wszystkich oprócz Jake.
- Czyń
honory, drogi przyjacielu. - wskazał na niego.
- Z
chęcią! - Eric podwiną rękawy.
- Nie! -
krzyknęłam jednocześnie z Angel.
- Nie
rób mu krzywdy! - poprosiłam go.
- Nie
chce, żebyś miał kolejnego siniaka! - wszyscy spojrzeliśmy na
Angel. Dostrzegłam, że się rumieni. I nie tylko ona, bo i Eric.
-Po prostu skończyły mi się plastry! - głupszego tekstu nie mogła
palnąć.
Dopiero jak skończyliśmy naszą konwersacje zauważyliśmy, że
Jake z gangsterami uciekili.
Ross
podszedł do mnie.
- Bardzo
Panią Przepraszam, że miałem okazję Panią poznać w takiej
nieciekawej sytuacji. - pocałował mi dłoń. Była tym tak
onieśmielona, że się zarumieniłam. - Przepięknie pani wygląda z
rumianymi policzkami.
- Dziękuję.
- tylko to potrafiłam wydukać.
- Będę
miał zaszczyt być Pani chłopakiem, aż do wytłumaczenia tej
dziwnej sytuacji związanej z tym niewychowanym młodym chłopakiem.
- A mogę
spytać skąd pan wiedział o moim planie? - bardzo mnie to
ciekawiło.
- Otóż,
moja kochana kuzynka o to mnie poprosiła.
,,Wiedziałam,
że ten kochany smród maczał w tym palce.”- pomyślałam.
Wszyscy
razem gadaliśmy przez chwilę, aż w końcu każdy udał się we
własnym kierunku.
Życzę Dobrej Nocy :)
Wasza Tygrysica
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział drugi
Muzyka do czytania
Michael <3
Michael <3
Jakimś
cudem udało nam się zdążyć na trzecią lekcje. Pierwszy raz w
życiu mogę stwierdzić, że bardzo się cieszę, że jestem w
szkole. Lekcje już trwały, więc prawdopodobieństwo, że
przyjedzie do budy jest mała, a nawet gdyby to zrobił to nic mi nie
zrobi, bo nauczyciele i inni uczniowie od razu zareagują.
Strasznie mi głupio, że Eric oberwał przeze mnie. I teraz ten jego
straszny siniak mi o tym przypomina. Chłopak twierdzi, że nic mu
nie jest, ale gdy chce zobaczyć to kręci się jakby miał wszy. A
gdy wpadliśmy do szkoły, to on natychmiastowo udał się do toalety
i siedział tam pół przerwy. Bardzo się o niego martwię.
Wyszliśmy z toalety, kiedy było kilka minut po dzwonku. Na
szczęście nikogo nie było na korytarzu.. oprócz mojej
przyjaciółki Angel, która znowu zapomniała, gdzie mieści się
sala fizyczna.
Angel White to bardzo nieśmiała dziewczyna, która znowu
przeprowadziła się do Los Angeles po roku pobytu u swojej matki we
Francji. Jej imię jest dość nietypowe, ale w całości
odzwierciedla jej charakter. Jest takim chodzącym aniołkiem
stróżem, który pomaga wszystkim nie zważając, że nie zna tej
osoby. Cała An! Imię otrzymała na cześć Los Angeles, bo właśnie
tutaj poznali się jej rodzice. Niestety dwa lata temu się
rozwiedli, co załamało psychicznie moją przyjaciółkę. Nie
wiadomo czemu to zrobili, bo dotąd nie zdradzili nic swojej córce.
Gdy chodziłyśmy razem do trzeciej gimnazjum zdecydowała, że
przeprowadzi się na rok do Francji. Do Miasta Aniołów wróciła w
zeszły weekend. Jeszcze nie miałyśmy okazji się zobaczyć.
Wyglądała dokładnie tak jak zawsze. Jakby w ogóle nie wyjeżdżała.
Miała związane włosy w wysokiego kucyka. Miała lekką opaleniznę
po europejskim słońcu. W jej jasnobłękitnych oczach ciągle
widniały te iskierki radości, a usta złożyły się w delikatny
uśmiech pokazując rządek idealnie białych ząbków, która
pozazdrościłaby niejedna aktorka. Odkąd pamiętam, zawsze nosiła
przydużawe bluzy. Dzisiaj miała na sobie szarą bluzę z logo
Slashers. Do tego czarne legginsy oraz czarne podróbki conversów. W
rekach trzymała podręcznik do fizyki oraz zeszyt w kwiatki.
Gdy
mnie zobaczyła to zaczęła się cieszyć jak małe dziecko. Moja
reakcja była podobna. Wyrzuciła za siebie zeszyt i książkę i
biegła w moim kierunku. Widzieliście pewnie taką scenę w wielu
filmach. Dwie osoby biegną do siebie po długiej rozłące.
Najczęściej dzieje się to na plaży przy zachodzie słońca, co
dodaje romantyzmu, bo zazwyczaj przytrafia się to parom. Do tego te
zwolnione tempo i ckliwa muzyka w tle. Teraz wyobrażacie sobie dwie
przyjaciółki, które tak gonią do siebie. Ze zwolnionym tempie,
oczywiście. Tak, wygląda to bardzo śmiesznie. A na samym końcu
rzucamy się na siebie. I to dosłownie, bo ze mnie taki słoń, że
ją przewróciłam. Zaczęłyśmy się śmiać.
- Przytyłaś! - uśmiechnęła się.
- O ty!
Jak możesz tak mówić! - fochnęłam się na nią.
- Pseplasam.
- zrobiła szczenięce oczka. Po czym cmoknęła mnie w policzek.
- Wybaczam
Ci, ty mój smrodzie.
Wstałam
z przyjaciółki. Dopiero, gdy podszedł do nas Eric opamiętałam
się.
Był
zmieszany całą tą sytuacją. Ale gdy podał rękę Angel
stwierdziłam, że zawiązał nić porozumiewawczą. Do tego sprawił,
że moja przyjaciółka odwróciła szybko wzrok i spaliła rumieńca.
Zauważyłam pomiędzy nimi dużo podobieństw. Eric podobnie jak
Angel nosili bluzy z różnymi napisami czy logami. Miał na sobie
jeansy oraz podobne podróbki conversów. Tylko oczywiście męskie.
Postanowiłam przerwać tą ciszę przez, którą An uśmiechała się
głupkowato do swoich butów, a chłopak próbował dokładnie
oglądał jej zeszyt do fizyki.
- Więc...
To jest Eric, a to Angel. Angel, Erick. - spojrzeli na siebie.
- Jejku!
Nic ci nie jest! - krzyknęła.
Cała
Angel. Położyła ręce na policzkach chłopaka. Zaczęła dokładnie
oglądać siniaka.
- Nic mi nie jest. - powiedział Eric, a na jego poliki skradły się
rumieńce.
- Czekaj chwileczkę. - oznajmiła i wyciągnęła z bluzy duży
plaster.
- Po co nosisz plastry przy sobie? - zaciekawił się.
- Odkąd Laura rozwaliła sobie kolano w parku. - wytłumaczyła.
To
kolejne dziwactwo mojej kumpeli. Zawsze ma przy sobie rzeczy, które
nie są potrzebne, mimo że wiele razy uratowały człowiekowi życie.
Na przykład raz kot mojej sąsiadki utknął na drzewie i za żadne
skarby nie chciał zejść. Wtedy do akcji wkroczyła An. Wyciągnęła
z kieszeni konserwę z tuńczykiem.
- Sam sobie przykleję plastra. - uśmiechnął się.
- Nie, spokojnie ja to zrobię. - odwzajemniła gest.
Nie ma
nic na świecie bardziej komicznego niż dziewczyna o wzroście metr
sześćdziesiąt siedem, która próbuje przylepić plastra
chłopakowi, który ma metr dziewięćdziesiąt jeden.
Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zadzwonił dzwonek, a z klasy
powychodziły tłumy młodzieży, żeby w końcu porozmawiać lub
zakuć na kolejną w tym dniu kartkówkę.
Pożegnaliśmy się z Eric'iem, który miał teraz wychowanie
fizyczne, my natomiast miałyśmy geografie.
- Widzę, że spodobał ci się mój znajomy. - zrobiłam brewki.
- Przestań! - zarumieniła się. - Nawet go nie znam.
Śpiesz się, jeśli chcesz z nim chodzić, bo wiele lasek na niego
leci. - motywowałam ją. Miałam racje, bo wiele dziewczyn
obserwowało jego tyłek, gdy szedł. Musiałam coś zrobić, żeby o
niego powalczyła, bo według mnie był odpowiednim chłopakiem dla
niej, mimo że należał do gangu motocyklistów.
Na
gegrze ja zawsze panował luz. Nauczycielka coś pisała na tablicy i
coś tam bełkotała na temat gospodarki w Europie Zachodniej.
Wszyscy w międzyczasie rzucali do siebie papierowe kuleczki,
samolociki, słuchali muzyki, tworzyli arcydzieła na końcu zeszytu
lub cicho szeptali. Natomiast tylko dwie osoby notowały co gadała
geografka. Powinna też to robić Angel, ale była tak zapatrzona na
chłopaków, którzy ćwiczyli na boisku, że aż mnie to lekko
zaniepokoiło.
Mimo, że był początek września na polu świeciło słońce. Więc
nauczyciele wychowana fizycznego stwierdzili, że mogą spokojnie
ćwiczyć ze swoimi podopiecznymi na świeżym powietrzu. Większość
panów ściągnęło swoje bluzki tylko po to, żeby zaprezentować
swoje sześciopaki panienkom, które ciekawie zerkały na nich. Eric
nie miał na sobie bluzki, więc mogę spokojnie wywnioskować, że
to odwróciło uwagę mojej kumpeli. Mnie natomiast przykuł, który
się podciągał na drążku. Wydawał mi się znajomy. W końcu mnie
oświeciło. To mój nowy sąsiad. Tylko jak miał na imię? Robert?
Rodney? Na pewno jego imię zaczynało się na literę ,,R''.
Patrz! Tam ćwiczy mój kuzyn, Ross. - wskazała na blondyna.
Chwilę później w mojej głowie zrodził się szatański plan...
Hej :)
Piszcie w komentarzach jak wam się podoba rozdział oraz czy mam pisać dłuższe :D
I posłuchajcie muzyki.
Dobrej Nocy
czwartek, 5 lutego 2015
Rozdział pierwszy
Dochodzi godzina ósma, a ja
zamiast pilnie uczyć się w szkole; przebywam w towarzystwie moich
znajomych z gangu motocyklowego: Jak'iem, Jack'iem, Eric'iem oraz
Emmą. Zauważyłam, że coraz częściej z nimi wagaruje niż w
ciągu ostatnich kilku miesięcy. Sama nie wiem czy to z powodu
problemów rodzinnych czy chęci zaimponowania Jake'owi. Bardziej
obstawiałabym tą drugą opcję, bo z członkami mojej rodzinki mamy
napięte relacje.
Jechaliśmy właśnie w kierunku
opuszczonej fabryki samochodowej. Tam właśnie mieściła się nasz
siedziba, w której spędzaliśmy dużo czasu, urządzaliśmy
koncerty oraz wielkie imprezy. Czasami organizowaliśmy też wyścigi
motocyklowe. Bardzo lubię to miejsce, mimo że znajduję się w
takiej okolicy.
Na motorze jeżdżę od piętnastego
roku życia. Od pierwszej przejażdżki na tej pięknej maszynie
wiedziałam, że to była miłość od pierwszego ujrzenia. Z czasem
przyłączyłam się do ludzi, którzy tak jak ja kochali ten
ekstremalny sport. Później doszło do tego zauroczenie Jack'iem,
który jest ode mnie o dwa lata starszy. Aż w końcu mogłam się
uznać za pełnoprawną członkini gangu ,,Szybkich''. Oni wciągnęli
mnie w ten świat, który był przepełniony jazdą bez kasku,
alkoholem, narkotykami oraz imprezami do białego rana.
Nie wiem czy mogę wprost
powiedzieć czy jestem uzależniona czy nie? Narkotyki zażyłam
chyba z trzy razy w życiu, alkohol pije zazwyczaj tylko na grupowych
spotkaniach bądź na większych imprezach, ale bez przesady.
Natomiast odkąd należę do gangu nigdy nie jeździłam z kaskiem.
Po prostu odpuściłam sobie z tym, bo świetnie jeżdżę.
Szczerze mówiąc to jestem tutaj
tylko z powodu Jake. Jestem w nim zakochana odkąd zobaczyłam go po
raz pierwszy w liceum. Byłam wtedy piętnastoletnią gówniarą,
która wierzyła w miłość z bajki. W sumie to ta dziewczyna nadal
czeka, kiedy ten Książę na mechanicznym rumaku zaprosi ją na
randkę. Coś długo trwa w tym przekonaniu, bo to już prawie dwa
lata.
Czasami się zastanawiam co ja w
nim takiego widzę. Przecież to jest meeega przystojny blondyn o
pięknych czekoladowych oczach, które sprawiają, że moje nogi są
jak z waty. A jak go widzę, co czuję jakby tysiące motyli w moim
brzuchu próbowało się wyrwać na wolność. Poza tym ten zarost
dodaje mu takiej męskości oraz takiej norweskiej urody. Sam sposób
w jaki mówi przyprawia mnie o zawał serca. Matko, a jak on chodzi
to czasami wpatruję się w jego pośladki tak długo, aż ktoś mnie
nie wyrwie z moim wyobrażeń, w których jesteśmy parą i klepiemy
się nawzajem po tyłku.... O jejku! Co ja wygaduje?! Za dużo czytam
romansideł oraz magazynów dla nastolatek.
Z innymi osobami z ,,Szybkich
utrzymuje dobre stosunki, ale bez przesady. Dobrze się ze wszystkimi
…. prawie wszystkimi dogaduje. Ale nie przejmuję się opinią
moich znajomych, bo to moje życie i ja decyduje kogo lubię, a kogo
nie.
Jack, przyrodni brat Jake,
podkochuję się we mnie na zabój. Niestety, ja nie odwzajemniam jego uczuć przez co czasami mi głupio spojrzeć jemu w oczy, bo tyle
razy mu odmówiłam randki i tak wiele razy skrzywdziłam, że mi
wstyd.
Najlepszym kumplem Jacka jest
Eric. W sumie nie wiem o nim nic, bo zawsze milczy i żyje we własnym
świecie. Wydaję mi się, że on zawsze był nieśmiały, małomówny
oraz cichy. W naszej grupie pełni formę odpowiedzialnej osoby, bo
odkąd dowiedział się, że choruje na jakąś tam chorobę serca to
nie może w ogóle spożywać alkoholu. Chociaż nie wiem czy, kiedyś
pił. Wiem też, że uwielbiał grać w koszykówkę, bo należy do
jednych z najwyższych osób w szkole.
Z Emmą mam bardzo napięte
relacje. Nigdy za sobą nie przepadałyśmy, bo ona chodziła, kiedyś
z Jake'iem. Mogę powiedzieć, że to była nienawiść od pierwszego
wejrzenia. Pamiętam jak przy pierwszym spotkaniu wylała na mnie
przez ,,przypadek'' swój sok wiśniowy na moją ulubioną biała
bluzkę. Ja nie byłam gorsza. Podłożyłam jej raz do torebki psie
gówno oraz podcięłam jej włosy, gdy spała. Ale śmiechawa była!
Nim się obejrzałam; byłam na
miejscu.
Fabryka jest bardzo duża. Zazwyczaj wchodzimy do niej wyjściem ewakuacyjnym, a jak szykuje się większa impreza to otwieramy drzwi główne, w których mogłyby naraz zmieścić się dwa samochody. Nasz pokój wyglądał jak normalne pomieszczenie buntującego się nastolatka. Wszędzie były porozwieszane lampki choinkowe. Na ścianach były rozwieszone najróżniejsze plakaty zespołów rockowych oraz metalowych (było też kilka plakatów dziewczyn w bikini). W centrum pomieszczenia znajdowała się czarna, skórzana kanapa, a otaczały ją z dwóch stron dwa czarne fotele. Naprzeciwko kanapy stała szafa z niewiarygodnie dużą ilością gier na Playstation. Na szafie stała nowiutka plazma, bo ostatnia została uszkodzona podczas sobotniej imprezy. W kącie stał barek z dużą zawartością alkoholu.
Wiem, że ten opis pokoju wydaję się jakby z bajki, bo skąd niby motocykliści mieliby tyle kasy? To wszystko, dzięki Ericowi, który ma bogatą rodzinkę. On zafundował nam to wszystko, mimo, że podczas imprezy niektóre meble zostają podane uszkodzeniu.
Ledwie weszliśmy do naszej skrytki, a Jake, Jack oraz Emma zaczęli się przepychać i walczyć o pilota do telewizora. Patrzyłam na to wszystko z politowaniem, a Eric chichotał pod nosem. W końcu stwierdzili, że puszczą Eske i pograją w butelkę.
Wszyscy usiedli na podłodze. Pierwszy zakręcił Jack, bo on wymyślił tę grę. Wypadło na Erica.
- Dobra stary, jak chcesz się upokorzyć?
- Daj zadanie. - powiedział.
- Dobra, pocałuj, którąś z dziewczyn.
- Ty też się do nich zaliczasz?
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, nawet Jack.
- Nie. - uśmiechnął się.
Siedziałam koło Erica, więc trochę się przestraszyłam na samą myśl, o tym, że mam pocałować chłopaka, którego nie kocham, podczas durnej gry. Na szczęście cmokną mnie tylko w policzek.
- Co to miało być? - zezłościł się jego kumpel.
- Nie powiedziałeś dokładnie, gdzie mam pocałować dziewczynę. Czy w rękę czy w policzek.
- Mi chodziło o usta. - zirytował się.
- Następnym razem mów dokładniej. - uśmiechną się do niego złośliwie. To było u nich całkowicie normalne.
- No, ale to nie fair.
- No,dobra. W zamian kręć drugi raz.
Tym razem wypadło na Jake.
- Pocałuj którąś z dziewczyn w usta. - podkreślił ostatnie słowo i spojrzał znacząco na kumpla.
Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Ręce zaczęły mi się pocić. A ja czułam jak się na moją twarz skrada się rumieniec, dopóki nie zobaczyłam jak on zaczyna się namiętnie całować z Emmą. Moje serce rozpadło się na tysiące małych kawałeczków. Czułam się jakby mój świat legł w gruzach.
Wydawało mi się, że całują się wieczność, a gdy w końcu przestali to wrócili do gry jakby zupełnie nic się nie wydarzyło. Ja przez ten czas ciągle byłam zamyślona, aż w końcu wyrwał mnie głos Erica.
- Jedziesz ze mną do szkoły? - patrzył na mnie.
- Po co? - nie byłam w temacie.
- Bo takie dostałem zadanie. I pomyślałem, że ty masz ochotę pojechać ze mną.
- Już to widzę, że z Tobą jedzie. - zaśmiał się Jake i objął Emmę.
- Z chęcią. - odpowiedziałam.
- Co? - zdziwił się. - Zostajesz tutaj!
- Nie, nie zostaje. - powiedziałam i wstałam. Eric też wstał.
- Po co jedziesz do tego więzienia?
- Odwiedzę przynajmniej mojego chłopaka.
Jake prawie oczy wyleciały z orbit.
- Ty nie masz chłopaka! - zdenerwował się.
- A mam, ale spotykamy się potajemnie.
- Powinnaś nam go przedstawić. - zezłościł się.
- Nie jesteście moim rodzicami. Nie musicie wszystkiego wiedzieć.
Chłopak wstał.
- Hej, spokojnie. - podszedł bliżej Eric do Jake, kiedy on podniósł rękę.
Zaczęłam się bać blondyna.
- Nie będziesz mi mówił jak mam się zachowywać! - krzyknął. Jake podszedł do mnie. Chwycił mocno moje nadgarstki. - Nigdzie nie idziesz! Rozumiesz?! - z moich oczu zaczęły spływać łzy. Emma i Jack oglądali to wszystko z przerażeniem. Tylko brunet zareagował.
- Puść ją! - wrzeszczał mu do ucha. - Nie widzisz, że ja to boli!
Dziewiętnastolatek w zamian uderzył go z całej siły w policzek. Eric szybko podniósł się na nogi. Wziął mnie za rękę i wybiegł z fabryki.
- Nic ci nie jest? - spytałam się go, gdy byliśmy na polu.
- Nie. - odpowiedział. - Szybko wsiadaj na motor. Doprowadziliśmy Jake do furii. To może się źle skończyć.
Bez słowa sprzeciwu weszłam na moją maszynę. Słyszałam jak chłopak, w którym się podkochiwałam wyzywa mnie od najgorszych oraz rozwala cenne rzeczy.
- Jesteś gotowa? - spytał się. Widziałam, że ma zakrwawiony policzek.
- Tak.
Teraz moją jedyną myślą było to, żeby znaleźć chłopaka, bo jak Jake dowie, że żartowałam to może zrobić coś o wiele gorszego niż spoliczkować...
Tutaj Chrisi :3
Jednak Piękna zrezygnowała, więc to ja będę prowadziła za nią tego bloga :)
Fabryka jest bardzo duża. Zazwyczaj wchodzimy do niej wyjściem ewakuacyjnym, a jak szykuje się większa impreza to otwieramy drzwi główne, w których mogłyby naraz zmieścić się dwa samochody. Nasz pokój wyglądał jak normalne pomieszczenie buntującego się nastolatka. Wszędzie były porozwieszane lampki choinkowe. Na ścianach były rozwieszone najróżniejsze plakaty zespołów rockowych oraz metalowych (było też kilka plakatów dziewczyn w bikini). W centrum pomieszczenia znajdowała się czarna, skórzana kanapa, a otaczały ją z dwóch stron dwa czarne fotele. Naprzeciwko kanapy stała szafa z niewiarygodnie dużą ilością gier na Playstation. Na szafie stała nowiutka plazma, bo ostatnia została uszkodzona podczas sobotniej imprezy. W kącie stał barek z dużą zawartością alkoholu.
Wiem, że ten opis pokoju wydaję się jakby z bajki, bo skąd niby motocykliści mieliby tyle kasy? To wszystko, dzięki Ericowi, który ma bogatą rodzinkę. On zafundował nam to wszystko, mimo, że podczas imprezy niektóre meble zostają podane uszkodzeniu.
Ledwie weszliśmy do naszej skrytki, a Jake, Jack oraz Emma zaczęli się przepychać i walczyć o pilota do telewizora. Patrzyłam na to wszystko z politowaniem, a Eric chichotał pod nosem. W końcu stwierdzili, że puszczą Eske i pograją w butelkę.
Wszyscy usiedli na podłodze. Pierwszy zakręcił Jack, bo on wymyślił tę grę. Wypadło na Erica.
- Dobra stary, jak chcesz się upokorzyć?
- Daj zadanie. - powiedział.
- Dobra, pocałuj, którąś z dziewczyn.
- Ty też się do nich zaliczasz?
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, nawet Jack.
- Nie. - uśmiechnął się.
Siedziałam koło Erica, więc trochę się przestraszyłam na samą myśl, o tym, że mam pocałować chłopaka, którego nie kocham, podczas durnej gry. Na szczęście cmokną mnie tylko w policzek.
- Co to miało być? - zezłościł się jego kumpel.
- Nie powiedziałeś dokładnie, gdzie mam pocałować dziewczynę. Czy w rękę czy w policzek.
- Mi chodziło o usta. - zirytował się.
- Następnym razem mów dokładniej. - uśmiechną się do niego złośliwie. To było u nich całkowicie normalne.
- No, ale to nie fair.
- No,dobra. W zamian kręć drugi raz.
Tym razem wypadło na Jake.
- Pocałuj którąś z dziewczyn w usta. - podkreślił ostatnie słowo i spojrzał znacząco na kumpla.
Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Ręce zaczęły mi się pocić. A ja czułam jak się na moją twarz skrada się rumieniec, dopóki nie zobaczyłam jak on zaczyna się namiętnie całować z Emmą. Moje serce rozpadło się na tysiące małych kawałeczków. Czułam się jakby mój świat legł w gruzach.
Wydawało mi się, że całują się wieczność, a gdy w końcu przestali to wrócili do gry jakby zupełnie nic się nie wydarzyło. Ja przez ten czas ciągle byłam zamyślona, aż w końcu wyrwał mnie głos Erica.
- Jedziesz ze mną do szkoły? - patrzył na mnie.
- Po co? - nie byłam w temacie.
- Bo takie dostałem zadanie. I pomyślałem, że ty masz ochotę pojechać ze mną.
- Już to widzę, że z Tobą jedzie. - zaśmiał się Jake i objął Emmę.
- Z chęcią. - odpowiedziałam.
- Co? - zdziwił się. - Zostajesz tutaj!
- Nie, nie zostaje. - powiedziałam i wstałam. Eric też wstał.
- Po co jedziesz do tego więzienia?
- Odwiedzę przynajmniej mojego chłopaka.
Jake prawie oczy wyleciały z orbit.
- Ty nie masz chłopaka! - zdenerwował się.
- A mam, ale spotykamy się potajemnie.
- Powinnaś nam go przedstawić. - zezłościł się.
- Nie jesteście moim rodzicami. Nie musicie wszystkiego wiedzieć.
Chłopak wstał.
- Hej, spokojnie. - podszedł bliżej Eric do Jake, kiedy on podniósł rękę.
Zaczęłam się bać blondyna.
- Nie będziesz mi mówił jak mam się zachowywać! - krzyknął. Jake podszedł do mnie. Chwycił mocno moje nadgarstki. - Nigdzie nie idziesz! Rozumiesz?! - z moich oczu zaczęły spływać łzy. Emma i Jack oglądali to wszystko z przerażeniem. Tylko brunet zareagował.
- Puść ją! - wrzeszczał mu do ucha. - Nie widzisz, że ja to boli!
Dziewiętnastolatek w zamian uderzył go z całej siły w policzek. Eric szybko podniósł się na nogi. Wziął mnie za rękę i wybiegł z fabryki.
- Nic ci nie jest? - spytałam się go, gdy byliśmy na polu.
- Nie. - odpowiedział. - Szybko wsiadaj na motor. Doprowadziliśmy Jake do furii. To może się źle skończyć.
Bez słowa sprzeciwu weszłam na moją maszynę. Słyszałam jak chłopak, w którym się podkochiwałam wyzywa mnie od najgorszych oraz rozwala cenne rzeczy.
- Jesteś gotowa? - spytał się. Widziałam, że ma zakrwawiony policzek.
- Tak.
Teraz moją jedyną myślą było to, żeby znaleźć chłopaka, bo jak Jake dowie, że żartowałam to może zrobić coś o wiele gorszego niż spoliczkować...
Tutaj Chrisi :3
Jednak Piękna zrezygnowała, więc to ja będę prowadziła za nią tego bloga :)
niedziela, 11 stycznia 2015
Prolog
To było coś magicznego.
Po raz pierwszy złączyliśmy swoje usta przez co staliśmy się jednością. Nasze serca miały ten sam rytm bicia. Oddechy się wyrównały. Dwie szczęśliwe dusze przeistoczyły się w jedność pochodzącą z miłości.
Czułam to cudowne uczucie w brzuchu. Jakby tysiące motylków cieszyło się moim niesamowitym szczęściem. Na ustach widniał mi olbrzymi uśmiech przez, który bolały mnie mięśnie aparatu mowy. Policzki były koloru różanego. Zawsze takie stawały, gdy on w pobliżu mnie.
Nasz pocałunek na początku był bardzo nieśmiały i delikatny jakbyśmy się bali, że sobie coś przy tym zrobimy. Nie mogę tego dokładnie opisać. Wydawało mi się, że mózg mi się przegrzał i zaczął topnieć z nadmiaru ciepła.
Po chwili stał się bardziej pewny siebie. Całował mnie coraz odważniej. Odwzajemniałam każdy jego pocałunek. Mało tego. Pragnęłam więcej jego pieszczot.
Niespodziewanie przygwoździł mnie do ściany. Zaczął całować mi szyję. Moje ciało przeszły ciarki i dreszcze. Było to niesamowicie przyjemne.
Po dłuższej chwili wrócił znowu do całowania mnie w usta. Związałam swoje ręce w jego długie, blond włosy. Dałam ponieść się rozkoszy. Czułam jak jego dłonie dotykają moich pośladków. Nie chciałam być gorsza, więc prawą ręką powędrowałam do tylnej kieszeni jego spodni. Po chwili go delikatnie uszczypnęłam w pośladek, a on zaskoczony moim ruchem wbił się głębiej w nasz pocałunek.
Musieliśmy na chwilę rozłączyć swoje usta, ponieważ brakło nam tchu. Przez ten czas patrzyłam w jego piękne czekoladowe oczy, w których całkowicie się rozpłynęłam. Moje nogi zrobiły się zesztywniały, gdy się do mnie uśmiechnął.
Ciężko oddychał.
Czułam, że ma mi do powiedzenia coś bardzo ważnego, ale nie wie jak zacząć. Podejrzewałam, że chce mi wyznać miłość. Na samą myśl o tym serce zaczęło bić jak oszalałe. Wziął wdech i otworzył usta, żeby powiedzieć, a ja już wyobrażałam sobie to, że stoimy na ślubny kobiercu.
- Poli chce krakersa! - krzyknął
Niespodziewanie znalazłam się na podłodze w moim pokoju.
Nie było żadnych pocałunków, żadnych motylków w brzuchu, żadnych miłosnych wyznań. Była tylko nieszczęśliwie zakochana Laura siedząca na podłodze oraz jej ukochana papuga Pola, która tak bardzo chciała krakersy, że przerwała najcudowniejszy sen swojej właścicielki...
Hejo ^^
Mam nadzieję, że prolog się podoba ;). Zakładka bohaterowie i kolejny rozdział pojawią się dopiero w następnym tygodniu.
Zostawcie po sobie komy.
Wasza Piękna Dziewczyna
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










