niedziela, 15 lutego 2015

Konkurs :)

Wasze zadanie polega na tym, żeby napisać ciekawą historię związaną z Laurą, Rossem, Ericiem i Angel :)
Najciekawsze opowiadania będą użyte na blogu :D
Piszcie w komentarzach. Do dzieła!
Wyniki w następną niedzielę.

Powodzenia! :)





sobota, 14 lutego 2015

Rozdział siódmy

Ach, ta cudowna atmosfera Dnia Zakochanych :)
Nie, nie mam chłopaka Nie Kulturalna, ale czekam na niego ;D
I chyba w Polsce nie ma jaków, więc nie mam się czego bać :)

Specjalna piosenka do czytania
Ed :)

...Erick! Tym pacanem, który nas przestraszył był Eric! Myślałam, że mu żywcem oczy wydłubię póki do akcji nie wkroczyła An.
- Coś ty sobie myślał, żeby nas straszyć? - zdenerwowała się. Skrzyżowała ręce i cierpliwie czekała na wytłumaczenie ze strony chłopaka.
- No, bo mam cztery bilety na koncert Eda Sheerana i tak pomyślałem, … jakbyście chciały pójść ze mną … no, wiecie. - jąkał się tak okropnie, że ledwo co coś zrozumiałyśmy. Nie wiem czy bał się tym, że odmówimy czy tym, że Angel mogłaby mu odmówić, bo ciągle na nią zerkał.
- Jasne! - rozpromieniła się moja przyjaciółka i mocno przytuliła bruneta.
Po chwili się opamiętała.
- A nie mogłeś nam tego powiedzieć normalnie podchodząc do drzwi wejściowy, a nie wchodzić na balkon? - starała się być poważna, ale nie wychodziło jej to za bardzo.
- Tędy było szybko, bo dzisiaj zamierzam nocować u Rossa. - wytłumaczył.
To dlatego Eric był w tak podejrzliwie dobrym humorze w szkole.
- Dobrze. - zaczęłam, żeby ta parka nie utopiła się wzajemnie we swoich oczach. - To, kiedy zaczyna się koncert? - kumpela się wróciła na ziemię.
- Za niecałą godzinę...
- Laura! Musimy się spieszyć! - spanikowała. - Ubierzmy na siebie te nowe sukienki.
- To świetny pomysł, bo występ Eda ma się odbyć w Operze...
- Co?! - wrzasnęła Angel. - Nie mogę znaleźć mojej sukienki!
- Będziemy gotowe za pół godziny. - oznajmiłam i odprowadziłam Erica na balkon.

Opera mieszcząca się w Los Angeles była miejscem bardzo magicznym. Gdy weszło się do środka holu od razu przeniosło się do dziewiętnastego wieku. Sala, do której weszłyśmy była ogromna. Mogła pomieścić z dwa tysiące widzów. Siedzenia obite czerwonym, miękkim w dotyku materiałem, który sprawiał, że wygodniej się siedziało. Ściny były pomalowane na kawowy kolor, a sufit był miejscami beżowego koloru. Scena była tak duża, że mogły na niej zatańczyć takie spektakle jak Dziadka do orzechów. Podłoga była zrobiona z lipcowego drewna, a kurtyna z ciężkiego, brązowego materiału.
Miałyśmy najlepsze miejsca, bo w pierwszym rzędzie. Zauważyłam, że Ross, Angel byli zmieszani tym wszystkim, bo nie wiedzieli ile takie luksusy mogły kosztować bruneta. Natomiast chłopak nie zauważył zakłopotania przyjaciół tylko w cierpliwości oczekiwał występu.
- Eric. - zaczęła nieśmiało przyjaciółka, która siedziała pomiędzy mną a chłopakiem. - A ile mamy ci oddać?
- Nic. - uśmiechnął się. - Nie martwcie się o to, bo bilety dostałem za darmo od mojej cioci, która często tu śpiewa w tej operze. Dała mi te bilety, bo twierdzi, że mi bardziej się przydadzą niż jej.
- Na pewno? - spytała się drugi raz kumpela.
- Tak. - w zamian pocałowała go w policzek. Chłopak natychmiast oblał się rumieńcem.
Już wiem po co Watson zabrał nas na te przedstawienie. Chciał spędzić trochę czasu z Angel. Pewnie Ross mu powiedział o koncercie Sheerana, a ten kupił bilety. I to w pierwszym rzędzie! Do tego to pierwszy taki występ, na którym jest An. Co dodaje mu wielkiego plusa u niej.
To wszystko wypełnia akustyczne granie gitary oraz piękne, romantyczne piosenki. Nie zapomnijmy również o eleganckiej operze oraz w o przepięknej sukience blondynki. Chłopak wzroku nie mógł od niej oderwać. Dla niego największą gwiazdą była moja kochana An.
Czułam się jak na skrzydłach, kiedy wychodziłam z sal i kierowałam się za przyjaciółmi. Nie wiedziałam o czym mówią. Nic do mnie nie docierało, bo umysłem byłam na scenie z Edem i razem śpiewamy. Towarzyszy nam też moja gra na pianinie.
Okazało się, że my posiadamy bilet Deluxe, więc, że mamy zaproszenie na bal.
Gdy weszłam do sali, otworzyłam buzię z zachwytu.
Na suficie wisiały przepiękne żyrandole. Były bardzo duże, a ich przeźroczysta budowa sprawiała, że światło padało w różnych kolorach. Na stołach było mnóstwo jedzenia. A Ross, gdy zobaczył fontannę z czekolady, zapomniał o Bożym świecie i zaczął maczać w niej wszystkie owoce jaki miał pod ręką. Naprzeciwko drzwi była mała scena, na której stał Ed.
-Serdecznie Was Witam na balu zorganizowanym przez dyrektora opery w Los Angeles, Felixa Browna. - wszyscy zaczęli bić brawa.
Ed po kilku minutach zaczął śpiewać. Wszyscy podeszli pod scenę, żeby go posłuchać. I znowu odpłynęłam do innego świata. Zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie, że jestem ubrana w długą białą sukienkę rodem z dworu Francji z dziewiętnastego wieku. Ed był ubrany jakby był panem młodym.
Ja grałam na fortepianie, a on śpiewał. Po czym nagle się do niego dołączyłam. Tworzyliśmy niesamowity duet...
Ale moje wyobrażenia przerwała cisza.
Otworzyłam oczy. Wszyscy patrzyli na mnie. Zerknęłam na Eda, a on uśmiechnął się do mnie. Nie wiedziałam o co im chodzi.
- Jak masz na imię? - spytał się mnie Sheeran.
- Laura. - odpowiedziałam niepewnie jakbym zapomniała swojego imienia.

- Lauro – zaczął. - Czy chciałabyś...


Zadawajcie pytania bohaterom. :)
Dziękuje za Wszystkie od Was komentarze
I radosnego Dnia Zakochanych jeszcze raz.
Wasza Chrisi


Walentynki

Z okazji Dnia Walentego
ślę całusa ogromnego,
Kocham Was swym sercem małym,
jesteście dla mnie Światem całym.
Słodkie całuski!


życzy Alexandra Christine dla wszystkich swoich czytelniczek

Specjalnie na Walentynki <3








piątek, 13 lutego 2015

Rozdział szósty

Dedykuje go Dadze :)
<3

Po szkole umówiłam się z An na małe zakupy. Nie mogłam się doczekać, ponieważ po raz pierwszy od dłuższego czasu spędzę cały wieczór z moją ukochaną przyjaciółką. Zamierzała u mnie nocować. Co oznaczało dużo szaleństwa oraz spore ilości naszej czekoladowej kawy oraz słodkich niespodzianek.
Była ostatnia lekcja, czyli historia.
Z tego podekscytowania nie mogłam się w pełni skupić. I nie tylko ja, bo przyjaciółka co chwilę wysyła mi propozycje fajnych filmów do oglądnięcia. Nie mogłam za nią nadążyć, bo wścibska nauczycielka na mnie ukradkowo spoglądała.
Eric był w wyśmienitym humorze. Nie miałam bladego pojęcia, dlaczego, ale sprawiał wrażenie jakby się umówił ze dziewczyną ze swoich snów. A może potajemnie spotyka się dzisiaj z jakąś laską?! Nie mogę dopuścić tego, żeby biedna Angel się o tym dowiedziała.
Właśnie w tym momencie przypomniałam sobie o dzisiejszym pocałunku z Rossem. Spojrzałam na niego ukradkiem, bo z nim i Ericiem nam historię. Bazgrał coś w ćwiczeniach nie zwracając najmniejszej uwagi na to co mówiła historyczka.
To było najdziwniejsze uczucie jakie poczułam, gdy pocałowałam chłopaka. Tak jakbym zjadła naraz żelkowo-czekoladowe słodkości i popiłabym to gorącą czekoladową kawą, czyli było czymś cudownym, słodkim oraz niezwykłym. A moje ciało przeszyły delikatne dreszcze jakich nigdy nie doznałam. A moje ciało było tak gorące jakbym miała trzydzieści osiem temperatury Celsjusza.
I w końcu skończyła się ta lekcja.
Szybko udałam się do szatni, gdzie spotkałam Angel ubierającą buty. W mgnieniu oka wybiegłyśmy z budynku i kierowałyśmy się do centrum.
Pierwsze poszłyśmy do sklepu z butami. Angel chciała w końcu sobie kupić jakieś ładne szpilki. To miały być jej pierwsze, więc chciała, żeby były wyjątkowe. Nie mogła się zdecydować pomiędzy czarnymi z pięknym połyskiem a łososiowymi, które były na niższej szpilce. W końcu kupiła tą drugą parę, chociaż mówiłam jej, że w tych czarnych wyglądałaby o wiele seksowniej.
Drugi sklep to nasz ulubiony z niewiarygodnie dużą ilością ciuchów. Ceniłyśmy sobie go przede wszystkim, dlatego, że było tu dużo markowych ubrań, ale w dobrych cenach. Zamierzałyśmy dzisiaj zaszaleć na całego.
I jakie było zdziwienie ludzi, kiedy wybrałam tak dużo ciuchów, aż Angel musiała pomóc mi je wszystkie wnieść. Najbardziej spodobały mi się: biała sukienka z czarną koronką u dołu, jasnoniebieskie jeansy, biała bluzka w różowe kwiatki, czarna spódnica oraz jasnofioletowa bluza z napisem Brooklyn. Angel natomiast upatrzyła sobie łososiową spódnicę, białą bluzkę z krótkim rękawem z czarnym napisem NYC, jasnobłękitną sukienkę oraz duży bawełniany szary sweterek ze ćwiekami. Oczywiście to wszystko kupiłyśmy.
Później z wielkim hukiem i mnóstwem toreb wpadłyśmy do supermarketu po żarcie na ten wieczór. Wrzucałyśmy dosłownie wszystko co wpadło nam do rąk. Po żelki aż po brokuły.
Ludzie się na nas dziwnie oglądali, ale my się tym specjalnie nie przejmowałyśmy tylko cieszyłyśmy się swoją obecnością. Miałyśmy tyle do nadrobienia, tyle do opowiedzenia, że Angel musiałaby u mnie nocować miesiąc, żeby wszystko wiedzieć, a miałyśmy tylko jedną noc.
Wróciłyśmy do domu około po godzinie dziewiętnastej. Złożyło się idealnie, że moi rodzice wyjechali w sprawach służbowych na drugi koniec Stanów Zjednoczonych na calusieńki tydzień, więc miała w pełni wolną chatę tylko dla siebie.
Pierwsze co zrobiła Pola, gdy zobaczyła An to była chęć złamania sobie skrzydła, ponieważ tak bardzo chciała się wydostać z klatki. Tak się składało, że moja papuga uwielbiała moją kumpelę. Dostałam Polę od Angel na czternaste urodziny. Poza tym, gdy ja gdzieś wyjeżdżałam to blondynka zajmowała się nią.
Zaczęłyśmy robić naszą czekoladową kawę. Najpierw wrzucamy do kubka łyżeczkę kawy, później dodajemy dwie kostki gorzkiej czekoladowy oraz czarne kakao. To wszystko zalałyśmy wrzątkiem i dodałyśmy trochę mleka (polecam :D). Przeszłyśmy do tworzenia żelkowo-czekoladowej słodkości. Wrzuciłyśmy wszystkie ulubione żeliki oraz czekoladę do jednej szklanki oraz dałyśmy bitą śmietanę. Wyszło nam prawdziwe arcydzieło.
Gdy wszystko było gotowe zaczęłyśmy oglądać film ,,Mąż na niby”. Nie obchodziło nas to, że widziałyśmy go z miliony razy.
Po filmie zaczęłyśmy się walić poduszkami. Pobiłyśmy się tak bardzo, że rozszarpało mi całego Jaśka. Ogarnęła nas głupawka jakiej nigdy nie miałyśmy. Śmiałyśmy się zupełnie ze wszystkiego. Z tego, że mój pokój wyglądał jakby była seryjnym mordercą kur, bo wszędzie walały się pióra. Z naszych niesamowicie głupich min, które robiłyśmy nawzajem. I z wielu innych rzeczy.
Dopóki nie usłyszałyśmy czyiś kroków.

Angel wrzasnęła przeraźliwie, gdy zobaczyła postać ubraną całą na czarno. Szła w naszym kierunku... Nigdy nie spodziewałabym się, że to był...


Mam nadzieję, ze Wam się podoba :)



Oto Jak dla Nie Kulturalnej

czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział piaty

Dedykuję do Nie Kulturalnej

Piosenka doda nastroju

Nie wiem co się ze mną działo. Tylko troszeczkę się do niego przybliżyłam. Nic więcej. A jednak to on chciał mnie pocałować. Tego nie było w planie. Nie byłam na to gotowa. Nawet go nie kochałam! Ani nie byłam zauroczona!
Bo... nadal kochałam Jake. Wiem głupia jestem, że podkochuję się w takim chłopaku, ale bardzo trudno jest się odkochać w osobie, którą darzyłeś mocnym uczuciem przez dwa lata. Minie trochę czasu, zanim zdecyduję się związek. Poza tym Ross miał tylko udawać...
Lecz mimo wszystko się pocałowaliśmy...
A powinnam nie dopuścić do tego, żeby to zrobił. …
Co się ze mną do cholery dzieję?
Pocałunek był bardzo delikatny, subtelny oraz taki idealny, że wydawało mi się, ze blondyn specjalnie trenował na ładnych laskach, żeby wyszedł doskonale. Jego dotyk sprawiał, że moje ciało zwiększyło swoją temperaturę. Policzki zaczęły się rumienić. A mnie przeszły dreszcze. Do tego te przyjemne kłucie w brzuchu.... Nie! Musiałam to przerwać!
Nie jestem w nim zakochana! Ja wciąż Kocham Jake!
-Co się stało? - zdziwił się.
-Dlaczego mnie pocałowałeś? - zdenerwowałam się.
-Ja...nie wiem. - chłopak zawstydził się. Wbił wzrok w swoje czarne tenisówki.
Zrobiło mi się głupio.
-Przepraszam Cię...
-Nie to ja przepraszam. - przerwał mi. - Nie powinienem tego robić.
-Naprawdę nic się nie stało. - powiedziałam to, mimo że mój mózg zaczął się kłócić ze mną, że chciałby jeszcze raz przeżyć to coś wspaniałego.
-Ja już wracam do siebie. - powiedział lekko zakłopotany.
Po chwili się zatrzymał i odwrócił w moim kierunku.
-Jeszcze raz chciałbym Panią przeprosić za moje naganne zachowanie. Chce zauważyć, że przebywanie z w towarzystwie tak pięknej damy zapominam o Boży świecie. Ma Pani w sobie coś naprawdę niezwykłego. A to, że panienkę pocałowałem było oznaką czystego szaleństwa za Panią. serce mi podskoczyło. - Chciałbym też zauważyć, że ani razu się nie całowaliśmy, a pański przyjaciel Jake. - nacisną na słowo ,,przyjaciel''. Mogę stwierdzić, że powiedział to z wielkim obrzydzeniem. - to już przeszłość.
Po czym wyszedł.
Zamarłam.
Czy on przed chwilą wyznał mi miłość? Czy ja śnię?

Wyszłam z domu o godzinie siódmej czternaście.
Ciągle byłam wstrząśnięta tym, co się wydarzyło raptem pół godziny temu. Mimo wszystko czułam lekkie zamieszanie. Nie wiedziałam co tym wszystkim sądzić.
Podbiegł do mnie Ross.
-Jesteś wspaniałą aktorką. - szepnął mi do ucha.
-O co ci chodzi?
-Nie wiesz.
-Nie? - zdenerwowałam się.
-Widziałem jednego z kumpli Jake. - zatrzymałam się.
-Co takiego?
-No tak. Nie widział naszego pocałunku, ale usłyszał mój dialog jak za Panią szaleję. Na szczęście widział też nasz pocałunek.
-Czyli to było udawane?
-Tak. - odpowiedział. - A coś się stało?
Zarumieniłam się.
Cała złość do niego minęła szybko. On narażał się dla mnie, a ja prawie zdradziłam cały plan. Muszę być bardziej uważna i ostrożna
-A nic.
-Na pewno? - objął mnie ramieniem.
-Tak. - odwzajemniłam jego gest.

Fajnie było poudawać parę. Czułam się wtedy bardziej bezpiecznie, że mam przy sobie Rossa. Kto wie może, kiedyś zaproszę prawdziwą randkę, jeśli oczywiście będzie chciał...

Przepraszam, że dzisiaj taki krótki, ale chciałam go dodać. 
Następny rozdział pojawi się jutro, a kolejny może w weekend, ale jeszcze nie wiem. Na pewno jutro coś wstawię. Jak się podoba? Zaskoczeni? Ja też :)
Wasza Chrisi

Tak, jestem wielką fanką Michaela Jacksona :)

poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział czwarty

:)


  Nigdy nie lubiłam wstawać do szkoły. Wtedy łóżko wydawało się takie wygodne, że wyjście z niego byłoby wielkim grzechem. Pościel była taka ciepła, piżama taka przyjemna, a świat taki straszny. Całe szczęście, że dzisiaj jest piątek.
Niby tak bardzo chciałam pozostać w moim puchowym królestwie, ale jakoś nie miałam na to wszystko ochoty. Dochodziła godzina piąta, a ja już na nogach. Nie poznawałam samej siebie. Spojrzałam na klatkę Poli. Papużka sobie słodko spała, kołysząc się na swojej huśtawce. Uwielbiała to robić.
Później popatrzyłam na przez okno na dom Lynchów. W pokoju Rossa świeciło się światło. Widziałam postać poruszającą się, ale wszystko zasłaniały mi ciemnożółte żaluzje. Wtedy sobie uświadomiłam, że jego balkon znajduje się naprzeciwko mojego balkonu. Co oznacza, że spokojnie mogliśmy do siebie przejść bez wiedzy naszych rodziców. Matko, jakie pomysły wpadają mi do głowy!
Postanowiłam, że skoro już wstałam to się ubiorę.
Odkąd An wróciła z Francji mogę zaczęłam ubierać się bardziej dziewczęco. Dzisiaj zamierzałam pójść do szkoły w łososiowej spódnicy z czarnym paskiem. Do tego biała bluzka z napisem NYC schowana w spódnice. Delikatny makijaż podkreślał moją jasną cerę.
Wyglądałam tak normalnie, że zauważyłam, że bez tych dużych ilości ćwieków, skórzanych ubrań oraz mocnego makijażu wyglądam naturalnie.
Zrobiłam sobie gorącą czekoladę. Jej zapach rozprzestrzenił się po moim pokoju, kiedy do niego weszłam. Co spowodowało, że moja kochana Pola się obudziła z pytaniem, gdzie są wafelki w czekoladzie. Zaśmiałam się. Bardzo kochałam tą niebieską opierzoną kulkę szczęścia.
Ona widząc moją radość zaczęła wypowiadać imię chłopaka, w którym byłam zakochana. Od razu wszystkie wspomnienia do mnie wróciły. Przypomniałam sobie jak dwa tygodnie temu spoliczkował Erica albo jak doszło do bijatyki.
Ja się po prostu bałam. Że skrzywdzi moich przyjaciół. Że zrobi coś mojej rodzinie. Że coś mi zrobi. Takie straszne myśli nawiedzały mnie bardzo często, że czasami budziłam się spocona w środku nocy, bo widziałam jak różne straszne rzeczy, które mógłby zrobić. Dostawałam od niego SMS-y z pogróżkami, że może mi coś zrobić. Przez co jak wychodzę z domu wydaję mi się, że on zaraz wyskoczy zza rogu ze swoimi kumplami. Nie mówiłam nic moim przyjaciołom, żeby ich nie martwić, ale oni też byli w niebezpieczeństwie.
Angel jest zagrożona. Jest dla wszystkich bardzo ważną osobą. Kuzynka Rossa, moja najlepsza przyjaciółka, a w przyszłości dziewczyna Erica. Do tego jest najłatwiejszym celem, bo nie praktykuje przemocy, ani jej nie używa.
Eric ma totalnie przechlapane, bo należy do ,,Szybkich”. Ale istnieje szansa, że jego kumpel Jack za nim się wstawi. Boję się, że może oberwać jeszcze mocniej niż przedtem od Jak'a.
Ross... on udaje mojego, chociaż w ogóle tego nie widać. Normalnie, gdy jesteśmy w szkole to zachowujemy się jak kumple. Nie całujemy się, nie obejmujemy, ani nie pokazujemy, że udajemy pary. Ale boję się … bardzo się boję, że on mógłby w stanie go zabić.
Jeszcze ja.
No, właśnie zdałam sobie sprawę, że Jake się we mnie zakochał. Tylko nigdy tego nie okazywał. Zawsze umawiał się z przypadkowymi dziewczynami, żeby wzbudzić we mnie zazdrość, bo doskonale wiedział, że się w nim bujam i nigdy go nie opuszczę. Dopóki nie powiedziałam mu, że mam chłopaka, który tak naprawdę go udaje...
Dopiero teraz zauważyłam, że zaczęłam płakać. To bardzo rzadko się zdarza, bo jestem... byłam silną dziewczyną. Ale wszystkie te problemy, ten strach oraz te uczucia za bardzo mnie przygniotły. Odstawiłam kubek na biurku.
Wyszłam na balkon. Zakryłam twarz rękami i zaczęłam szlochać.
Nie obchodziło mnie całkowicie nic. To, że Pola skrzeczy, dlaczego wyszłam. To, że rozmarzę swój makijaż i może poplamię swoje ubranie. Nie przejmuję się szkołą.
Po chwili łzy spływały mi falami.
Przypomniałam sobie o pewnej rzeczy. Szybko wpadłam do pokoju. Wyciągnęłam spod łózka pudełko, z którego wyciągnęłam zdjęcie. Weszłam na balkon i całkowicie dałam się ponieść emocjom.
,,Dlaczego mnie to wszystko spotkało?” - żaliłam się zdjęciu.- ,,Gdzie jesteś? Tak bardzo Cię potrzebuję. Chce, żebyś mnie przytuliła, pocałowała czule w głowę i powiedziała, że wszystko będzie w porządku. Proszę, wróć”
Niecały rok temu moja starsza siostra wyszła z domu i już nie wróciła.
Wszyscy ją szukali. Rodzice, rodzina, przyjaciele, policja, ale nie znaleźli jej, ani jej ciała.
Moi rodzina już dawno straciła nadzieję i powoli się uczyła żyć bez niej. Tylko ja jedna wierzę, ze ona żyję i że bardzo chce wrócić do domu.
Poczułam, że ktoś lekko mnie obejmuje. Myślałam, że to tato, bo poczułam silny zapach wody kolońskiej. Przytuliłam się do niego bardziej. Nawet go objęłam. Przez ten cały czas miałam zamknięte oczy. Dopiero otworzyłam je, gdy w pełni się uspokoiłam.
- Ross?!- zdziwiłam się. - Co ty tutaj robisz?
- Zobaczyłem jak płaczesz. - powiedział. - Boję się, że Tobie coś się stało.
- Dziękuję. - delikatnie się uśmiechnęłam. - Ale nie możesz mnie widzieć w takim stanie. - odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku.
- Dlaczego? - zdziwił się. - Przecież wyglądasz pięknie.
- Naprawdę?
- Tak. - uśmiechnął się. - I to bardzo. Mówię to jako twój znajomy, a nie udawany chłopak.
- W takim razie co sądzi o mnie mój udawany chłopak? - droczyłam się z nim,
- Że wyglądasz zniewalająco pięknie.
- Mów dalej. - powracał mi humor
- Dla niego jesteś najpiękniejsza dziewczyną jaką w życiu spotkał, a widział wiele.
- Widzę, że miał wzięcie.
- Tak, ale zawsze kocha i będzie kochał tą uśmiechniętą Laurę.
Czułam się tak wspaniale.
Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Zaczęliśmy powoli się zbliżać do siebie. Nie wiedziałam co soę ze mną dzieję. Dzieliły nas milimetry...


Hejo :3
Czuje się w doskonałej formie. 
Jak tam u Was? Jak mijają ferie, szkoła?
Podoba się Wam rozdział?
Zadawajcie pytania bohaterom opowiadania :D
Wasza Tygrysica


Taka piękna :)


niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział trzeci

Specjalna dedykacja dla moich Tygrysic, czyli czytelniczek
Masz tego posłuchać!


 Wbijajcie na tego bloga ;) Jego autorką jest Jools
Twoja miłość to mój napęd!


    Lekcje bardzo szybko minęły w cudownej atmosferze. W końcu mogłam porozmawiać z moją przyjaciółką o tym, co w naszym życiu się zmieniło przez rok rozłąki. Bardzo się stęskniłyśmy za sobą. Ja jej opowiedziałam o tym, że ciągle nie jestem z Jak'iem, jak bardzo nienawidzę Emmy, o moich gorszych ocenach, o moich problemach w domu oraz o dzisiejszej akcji.
Ona zaczęła opowiadać jaka ta Francja jest piękna, ale nic nie przebiję USA. Stwierdziła, że Francuzi są bardzo dziwni, ponieważ jedzą ślimaki i żabie udka. Próbowała wyciągnąć jakieś informacje dotyczące rozwodu od swojej matki, ale była nieugięta. Do tego moja przyjaciółka doszła do wniosku, że zostanie siostrą, gdy zobaczyła duży brzuszek swojej rodzicielki. Są też duże plusy jej pobytu we Francji. Otóż zapisała się tam na akrobatykę na trampolinie. Na indywidualne lekcje. Dołączyła też do szkolnej drużyny damskiej koszykówki, w której była najniższą zawodniczką, ale najbardziej zwinną i sprytną.
Angel od małego interesowała się koszykówką. Codziennie oglądała w telewizji zawody tego sportu z wielką pasją i fascynacją przy tym zwracając uwagę na ruchy, triki oraz błędy zawodników. Jej ambitna matka nie dopuszczała do siebie faktu, że córka pokochała według niej taki beznadziejny sport. Postanowiła ją zapisać na gimnastykę. Gdy była w szóstej klasie wypisała się z klubu tylko po to, żeby trenować akrobatykę. Później natknęła się na slamball. Jest to koszykówka połączona z trampoliną. Zainwestowała w trampolinę i trenowała sama przez dwa lata. Zawsze ja za to podziwiałam, bo na wszystko miała czas. I na naukę, na trening, na spotykanie się ze mną oraz na wolontariat.
Zboczyłyśmy też na temat kuzyna An. Nazywa się Ross Lynch. Urodził się w Los Angeles, ale gdy miał trzy lata przeprowadził się do Paryża ze swoją rodziną. Kumpela utrzymywała z nim gadając co tydzień przez Facebooka lub Skypa. A przez ostatni rok bardzo się zżyli, bo traktowali się jak rodzeństwo. Powiedziała, że ma plan jak może mi pomóc.
Widziałam kilka razy Rossa. Był zazwyczaj sam ze słuchawkami w uszach. Przyjaciółka powiedziała mi, żebym się nie martwiła, bo on ceni sobie samotność oraz niezależność. Poza tym nie toleruję lasek w minówkach i z dużym dekoltem, bo uważa je niedocenione dziewczyny lub egoistyczne, które sądzą, że są pępkami świata.
Wyszliśmy ze szkoły jako ostatni. Ja, Angel i Eric. Chciała nas odprowadzić kawałek, bo później miała kółko z chemii. Gdy wychodziłyśmy ze szkoły roześmiani, ujrzeliśmy ich od razu czar prysł. Jake razem ze swoimi groźnymi kumplami stali naprzeciwko nas. Nigdzie nie widziałam ani Jacka ani Emmy. Natomiast ci faceci wyglądali jakby wyszli z więzienia. Mieli wytatuowane ręce, a nawet głowy. Zauważyłam, że bardzo lubią czaszki, motory oraz laski w bikini jako odpowiedni tatuaż. Byli ubrani w czarne skórzane kurtki, starte szare lub jasnoniebieskie jeansy oraz białe podkoszulki. Mieli na sobie niezwykle dużą ilość ćwików.
- Co to znalazłeś sobie nową dziewczynę? - to pytanie skierował do Erica, który po chwili stał się czerwony od złości. Angel popatrzyła na mnie wzrokiem typu ,,O czy on mówi?''. A ja zesztywniałam ze strachu, a w moim umyśle pojawiały się najgorsze z możliwych scenariuszy.
Eric zrobił krok do przodu, żeby zakryć trzęsącą się ze strachu przyjaciółkę. Angel założyła kaptur oraz kurczowo trzymała się prawej ręki chłopaka. Lewą ręką zmusił mnie, żebym poszła do tyłu.
- Zabierz ją. - oznajmił. An za żadne skarby nie chciała puścić ręki Erica.
Wtedy jakby grom z nieba zjawił się koło mnie Ross. Był ubrany w czarne jeansy, biały podkoszulek oraz jasnoniebieską koszulę w kratki. Czuć było od niego wodą kolońską. Taką samą używał Jake. Nawet w takich sytuacjach muszę o nim myśleć.
- Masz zostawić moją kuzynkę oraz dziewczynę w spokoju. - powiedział.
Mi prawie oczy z orbit wypadły. Kto zdradził mu mój plan?
Chłopak mrugną do mnie zalotnie, co było znakiem, żebym udawała jego dziewczynę. W mojej głowie panował mętlik. Skąd on wiedział, że ma zagrać mojego chłopaka? Czy nie jest zły na mnie, że go tak wykorzystuje? Jakim cudem się tu zjawił? Śledził nas, a może czekał na Angel? … No, właśnie Angel! Zaplanowała taki sam plan jak ja! To oznacza tylko jedno... ten potwór czyta mi w myślach?!
Fakt, że Ross udaje mojego chłopaka wkurzył porządnie Jake. Ale z drugiej strony czułam się potwornie, ponieważ oszukuje go, chociaż właśnie chciał pobić moich przyjaciół.
- Nikt cię nie nauczył, że dam się nie biję, bo to niegodne zachowanie dżentelmena. - upomniał go. Bardzo dobrze było słyszeć jego francuski akcent.
- Jaki zabawny chłopak. - wszyscy zaczęli się śmiać. - I Tobie podoba się ten gejowaty blondas? - zwrócił się z tym pytaniem do mnie.
-Tak. I to bardzo! - krzyknęłam. - Kocham go!
Jake wkurzył się po granice możliwości.
- Już brać ich! - wrzasnął. - Przecież za to wam płacę!
- Drogie, panie. - patrzył cały czas na mnie. - Proszę mi wybaczyć, ale za chwilę do was wrócę.
- On mówił to do mnie? - szepnął do mnie Eric.
- Ericu, czy pomożesz mi w okiełzaniu tej pospolitej bandy niewychowanych śmierdzieli? - spytał się Ross.
- Z wielką chęcią. - uśmiechnął się.
- Niech drogie panie zakryją oczy. - uprzedził.
Nie wiem jakim cudem, ale Ross walczył tak zawodowo, że obserwowałam każdy jego ruch. Tak jakby był stworzony do walki. Przypuszczam, że trenuje podobnie jak kiedyś Angel akrobatykę z boksem albo karate czy judo. Dodatkowo robił to z taką klasą, że aż z wrażenia zatkało.
Jejku jakie on ma mięśnie! Czy on mieszka w siłowni?! Wygląda tak seksownie...
Powalili wszystkich oprócz Jake.
- Czyń honory, drogi przyjacielu. - wskazał na niego.
- Z chęcią! - Eric podwiną rękawy.
- Nie! - krzyknęłam jednocześnie z Angel.
- Nie rób mu krzywdy! - poprosiłam go.
- Nie chce, żebyś miał kolejnego siniaka! - wszyscy spojrzeliśmy na Angel. Dostrzegłam, że się rumieni. I nie tylko ona, bo i Eric. -Po prostu skończyły mi się plastry! - głupszego tekstu nie mogła palnąć.
Dopiero jak skończyliśmy naszą konwersacje zauważyliśmy, że Jake z gangsterami uciekili.
Ross podszedł do mnie.
- Bardzo Panią Przepraszam, że miałem okazję Panią poznać w takiej nieciekawej sytuacji. - pocałował mi dłoń. Była tym tak onieśmielona, że się zarumieniłam. - Przepięknie pani wygląda z rumianymi policzkami.
- Dziękuję. - tylko to potrafiłam wydukać.
- Będę miał zaszczyt być Pani chłopakiem, aż do wytłumaczenia tej dziwnej sytuacji związanej z tym niewychowanym młodym chłopakiem.
- A mogę spytać skąd pan wiedział o moim planie? - bardzo mnie to ciekawiło.
- Otóż, moja kochana kuzynka o to mnie poprosiła.
,,Wiedziałam, że ten kochany smród maczał w tym palce.”- pomyślałam.

Wszyscy razem gadaliśmy przez chwilę, aż w końcu każdy udał się we własnym kierunku.


Życzę Dobrej Nocy :)
Wasza Tygrysica








sobota, 7 lutego 2015

Rozdział drugi

Muzyka do czytania
Michael <3


 Jakimś cudem udało nam się zdążyć na trzecią lekcje. Pierwszy raz w życiu mogę stwierdzić, że bardzo się cieszę, że jestem w szkole. Lekcje już trwały, więc prawdopodobieństwo, że przyjedzie do budy jest mała, a nawet gdyby to zrobił to nic mi nie zrobi, bo nauczyciele i inni uczniowie od razu zareagują.
Strasznie mi głupio, że Eric oberwał przeze mnie. I teraz ten jego straszny siniak mi o tym przypomina. Chłopak twierdzi, że nic mu nie jest, ale gdy chce zobaczyć to kręci się jakby miał wszy. A gdy wpadliśmy do szkoły, to on natychmiastowo udał się do toalety i siedział tam pół przerwy. Bardzo się o niego martwię.
Wyszliśmy z toalety, kiedy było kilka minut po dzwonku. Na szczęście nikogo nie było na korytarzu.. oprócz mojej przyjaciółki Angel, która znowu zapomniała, gdzie mieści się sala fizyczna.
Angel White to bardzo nieśmiała dziewczyna, która znowu przeprowadziła się do Los Angeles po roku pobytu u swojej matki we Francji. Jej imię jest dość nietypowe, ale w całości odzwierciedla jej charakter. Jest takim chodzącym aniołkiem stróżem, który pomaga wszystkim nie zważając, że nie zna tej osoby. Cała An! Imię otrzymała na cześć Los Angeles, bo właśnie tutaj poznali się jej rodzice. Niestety dwa lata temu się rozwiedli, co załamało psychicznie moją przyjaciółkę. Nie wiadomo czemu to zrobili, bo dotąd nie zdradzili nic swojej córce. Gdy chodziłyśmy razem do trzeciej gimnazjum zdecydowała, że przeprowadzi się na rok do Francji. Do Miasta Aniołów wróciła w zeszły weekend. Jeszcze nie miałyśmy okazji się zobaczyć.
Wyglądała dokładnie tak jak zawsze. Jakby w ogóle nie wyjeżdżała. Miała związane włosy w wysokiego kucyka. Miała lekką opaleniznę po europejskim słońcu. W jej jasnobłękitnych oczach ciągle widniały te iskierki radości, a usta złożyły się w delikatny uśmiech pokazując rządek idealnie białych ząbków, która pozazdrościłaby niejedna aktorka. Odkąd pamiętam, zawsze nosiła przydużawe bluzy. Dzisiaj miała na sobie szarą bluzę z logo Slashers. Do tego czarne legginsy oraz czarne podróbki conversów. W rekach trzymała podręcznik do fizyki oraz zeszyt w kwiatki.
Gdy mnie zobaczyła to zaczęła się cieszyć jak małe dziecko. Moja reakcja była podobna. Wyrzuciła za siebie zeszyt i książkę i biegła w moim kierunku. Widzieliście pewnie taką scenę w wielu filmach. Dwie osoby biegną do siebie po długiej rozłące. Najczęściej dzieje się to na plaży przy zachodzie słońca, co dodaje romantyzmu, bo zazwyczaj przytrafia się to parom. Do tego te zwolnione tempo i ckliwa muzyka w tle. Teraz wyobrażacie sobie dwie przyjaciółki, które tak gonią do siebie. Ze zwolnionym tempie, oczywiście. Tak, wygląda to bardzo śmiesznie. A na samym końcu rzucamy się na siebie. I to dosłownie, bo ze mnie taki słoń, że ją przewróciłam. Zaczęłyśmy się śmiać.
- Przytyłaś! - uśmiechnęła się.
- O ty! Jak możesz tak mówić! - fochnęłam się na nią.
- Pseplasam. - zrobiła szczenięce oczka. Po czym cmoknęła mnie w policzek.
- Wybaczam Ci, ty mój smrodzie.
Wstałam z przyjaciółki. Dopiero, gdy podszedł do nas Eric opamiętałam się.
Był zmieszany całą tą sytuacją. Ale gdy podał rękę Angel stwierdziłam, że zawiązał nić porozumiewawczą. Do tego sprawił, że moja przyjaciółka odwróciła szybko wzrok i spaliła rumieńca.
Zauważyłam pomiędzy nimi dużo podobieństw. Eric podobnie jak Angel nosili bluzy z różnymi napisami czy logami. Miał na sobie jeansy oraz podobne podróbki conversów. Tylko oczywiście męskie.
Postanowiłam przerwać tą ciszę przez, którą An uśmiechała się głupkowato do swoich butów, a chłopak próbował dokładnie oglądał jej zeszyt do fizyki.
 - Więc... To jest Eric, a to Angel. Angel, Erick. - spojrzeli na siebie.
- Jejku! Nic ci nie jest! - krzyknęła.
Cała Angel. Położyła ręce na policzkach chłopaka. Zaczęła dokładnie oglądać siniaka.
- Nic mi nie jest. - powiedział Eric, a na jego poliki skradły się rumieńce.
- Czekaj chwileczkę. - oznajmiła i wyciągnęła z bluzy duży plaster.
- Po co nosisz plastry przy sobie? - zaciekawił się.
- Odkąd Laura rozwaliła sobie kolano w parku. - wytłumaczyła.
To kolejne dziwactwo mojej kumpeli. Zawsze ma przy sobie rzeczy, które nie są potrzebne, mimo że wiele razy uratowały człowiekowi życie. Na przykład raz kot mojej sąsiadki utknął na drzewie i za żadne skarby nie chciał zejść. Wtedy do akcji wkroczyła An. Wyciągnęła z kieszeni konserwę z tuńczykiem.
- Sam sobie przykleję plastra. - uśmiechnął się.
- Nie, spokojnie ja to zrobię. - odwzajemniła gest.
Nie ma nic na świecie bardziej komicznego niż dziewczyna o wzroście metr sześćdziesiąt siedem, która próbuje przylepić plastra chłopakowi, który ma metr dziewięćdziesiąt jeden.
Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zadzwonił dzwonek, a z klasy powychodziły tłumy młodzieży, żeby w końcu porozmawiać lub zakuć na kolejną w tym dniu kartkówkę.
Pożegnaliśmy się z Eric'iem, który miał teraz wychowanie fizyczne, my natomiast miałyśmy geografie.
- Widzę, że spodobał ci się mój znajomy. - zrobiłam brewki.
- Przestań! - zarumieniła się. - Nawet go nie znam.
Śpiesz się, jeśli chcesz z nim chodzić, bo wiele lasek na niego leci. - motywowałam ją. Miałam racje, bo wiele dziewczyn obserwowało jego tyłek, gdy szedł. Musiałam coś zrobić, żeby o niego powalczyła, bo według mnie był odpowiednim chłopakiem dla niej, mimo że należał do gangu motocyklistów.
Na gegrze ja zawsze panował luz. Nauczycielka coś pisała na tablicy i coś tam bełkotała na temat gospodarki w Europie Zachodniej. Wszyscy w międzyczasie rzucali do siebie papierowe kuleczki, samolociki, słuchali muzyki, tworzyli arcydzieła na końcu zeszytu lub cicho szeptali. Natomiast tylko dwie osoby notowały co gadała geografka. Powinna też to robić Angel, ale była tak zapatrzona na chłopaków, którzy ćwiczyli na boisku, że aż mnie to lekko zaniepokoiło.
Mimo, że był początek września na polu świeciło słońce. Więc nauczyciele wychowana fizycznego stwierdzili, że mogą spokojnie ćwiczyć ze swoimi podopiecznymi na świeżym powietrzu. Większość panów ściągnęło swoje bluzki tylko po to, żeby zaprezentować swoje sześciopaki panienkom, które ciekawie zerkały na nich. Eric nie miał na sobie bluzki, więc mogę spokojnie wywnioskować, że to odwróciło uwagę mojej kumpeli. Mnie natomiast przykuł, który się podciągał na drążku. Wydawał mi się znajomy. W końcu mnie oświeciło. To mój nowy sąsiad. Tylko jak miał na imię? Robert? Rodney? Na pewno jego imię zaczynało się na literę ,,R''.
Patrz! Tam ćwiczy mój kuzyn, Ross. - wskazała na blondyna.

Chwilę później w mojej głowie zrodził się szatański plan...


Hej :) 
Piszcie w komentarzach jak wam się podoba rozdział oraz czy mam pisać dłuższe :D
I posłuchajcie muzyki. 
Dobrej Nocy 

czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział pierwszy

    Dochodzi godzina ósma, a ja zamiast pilnie uczyć się w szkole; przebywam w towarzystwie moich znajomych z gangu motocyklowego: Jak'iem, Jack'iem, Eric'iem oraz Emmą. Zauważyłam, że coraz częściej z nimi wagaruje niż w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Sama nie wiem czy to z powodu problemów rodzinnych czy chęci zaimponowania Jake'owi. Bardziej obstawiałabym tą drugą opcję, bo z członkami mojej rodzinki mamy napięte relacje.
Jechaliśmy właśnie w kierunku opuszczonej fabryki samochodowej. Tam właśnie mieściła się nasz siedziba, w której spędzaliśmy dużo czasu, urządzaliśmy koncerty oraz wielkie imprezy. Czasami organizowaliśmy też wyścigi motocyklowe. Bardzo lubię to miejsce, mimo że znajduję się w takiej okolicy.
Na motorze jeżdżę od piętnastego roku życia. Od pierwszej przejażdżki na tej pięknej maszynie wiedziałam, że to była miłość od pierwszego ujrzenia. Z czasem przyłączyłam się do ludzi, którzy tak jak ja kochali ten ekstremalny sport. Później doszło do tego zauroczenie Jack'iem, który jest ode mnie o dwa lata starszy. Aż w końcu mogłam się uznać za pełnoprawną członkini gangu ,,Szybkich''. Oni wciągnęli mnie w ten świat, który był przepełniony jazdą bez kasku, alkoholem, narkotykami oraz imprezami do białego rana.
Nie wiem czy mogę wprost powiedzieć czy jestem uzależniona czy nie? Narkotyki zażyłam chyba z trzy razy w życiu, alkohol pije zazwyczaj tylko na grupowych spotkaniach bądź na większych imprezach, ale bez przesady. Natomiast odkąd należę do gangu nigdy nie jeździłam z kaskiem. Po prostu odpuściłam sobie z tym, bo świetnie jeżdżę.
Szczerze mówiąc to jestem tutaj tylko z powodu Jake. Jestem w nim zakochana odkąd zobaczyłam go po raz pierwszy w liceum. Byłam wtedy piętnastoletnią gówniarą, która wierzyła w miłość z bajki. W sumie to ta dziewczyna nadal czeka, kiedy ten Książę na mechanicznym rumaku zaprosi ją na randkę. Coś długo trwa w tym przekonaniu, bo to już prawie dwa lata.
Czasami się zastanawiam co ja w nim takiego widzę. Przecież to jest meeega przystojny blondyn o pięknych czekoladowych oczach, które sprawiają, że moje nogi są jak z waty. A jak go widzę, co czuję jakby tysiące motyli w moim brzuchu próbowało się wyrwać na wolność. Poza tym ten zarost dodaje mu takiej męskości oraz takiej norweskiej urody. Sam sposób w jaki mówi przyprawia mnie o zawał serca. Matko, a jak on chodzi to czasami wpatruję się w jego pośladki tak długo, aż ktoś mnie nie wyrwie z moim wyobrażeń, w których jesteśmy parą i klepiemy się nawzajem po tyłku.... O jejku! Co ja wygaduje?! Za dużo czytam romansideł oraz magazynów dla nastolatek.
Z innymi osobami z ,,Szybkich utrzymuje dobre stosunki, ale bez przesady. Dobrze się ze wszystkimi …. prawie wszystkimi dogaduje. Ale nie przejmuję się opinią moich znajomych, bo to moje życie i ja decyduje kogo lubię, a kogo nie.
Jack, przyrodni brat Jake, podkochuję się we mnie na zabój. Niestety, ja nie odwzajemniam jego uczuć przez co czasami mi głupio spojrzeć jemu w oczy, bo tyle razy mu odmówiłam randki i tak wiele razy skrzywdziłam, że mi wstyd.
Najlepszym kumplem Jacka jest Eric. W sumie nie wiem o nim nic, bo zawsze milczy i żyje we własnym świecie. Wydaję mi się, że on zawsze był nieśmiały, małomówny oraz cichy. W naszej grupie pełni formę odpowiedzialnej osoby, bo odkąd dowiedział się, że choruje na jakąś tam chorobę serca to nie może w ogóle spożywać alkoholu. Chociaż nie wiem czy, kiedyś pił. Wiem też, że uwielbiał grać w koszykówkę, bo należy do jednych z najwyższych osób w szkole.
Z Emmą mam bardzo napięte relacje. Nigdy za sobą nie przepadałyśmy, bo ona chodziła, kiedyś z Jake'iem. Mogę powiedzieć, że to była nienawiść od pierwszego wejrzenia. Pamiętam jak przy pierwszym spotkaniu wylała na mnie przez ,,przypadek'' swój sok wiśniowy na moją ulubioną biała bluzkę. Ja nie byłam gorsza. Podłożyłam jej raz do torebki psie gówno oraz podcięłam jej włosy, gdy spała. Ale śmiechawa była!
Nim się obejrzałam; byłam na miejscu.
Fabryka jest bardzo duża. Zazwyczaj wchodzimy do niej wyjściem ewakuacyjnym, a jak szykuje się większa impreza to otwieramy drzwi główne, w których mogłyby naraz zmieścić się dwa samochody. Nasz pokój wyglądał jak normalne pomieszczenie buntującego się nastolatka. Wszędzie były porozwieszane lampki choinkowe. Na ścianach były rozwieszone najróżniejsze plakaty zespołów rockowych oraz metalowych (było też kilka plakatów dziewczyn w bikini). W centrum pomieszczenia znajdowała się czarna, skórzana kanapa, a otaczały ją z dwóch stron dwa czarne fotele. Naprzeciwko kanapy stała szafa z niewiarygodnie dużą ilością gier na Playstation. Na szafie stała nowiutka plazma, bo ostatnia została uszkodzona podczas sobotniej imprezy. W kącie stał barek z dużą zawartością alkoholu.
Wiem, że ten opis pokoju wydaję się jakby z bajki, bo skąd niby motocykliści mieliby tyle kasy? To wszystko, dzięki Ericowi, który ma bogatą rodzinkę. On zafundował nam to wszystko, mimo, że podczas imprezy niektóre meble zostają podane uszkodzeniu.
Ledwie weszliśmy do naszej skrytki, a Jake, Jack oraz Emma zaczęli się przepychać i walczyć o pilota do telewizora. Patrzyłam na to wszystko z politowaniem, a Eric chichotał pod nosem. W końcu stwierdzili, że puszczą Eske i pograją w butelkę.
Wszyscy usiedli na podłodze. Pierwszy zakręcił Jack, bo on wymyślił tę grę. Wypadło na Erica.
- Dobra stary, jak chcesz się upokorzyć?
- Daj zadanie. - powiedział.
- Dobra, pocałuj, którąś z dziewczyn.
- Ty też się do nich zaliczasz?
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, nawet Jack.
- Nie. - uśmiechnął się.
Siedziałam koło Erica, więc trochę się przestraszyłam na samą myśl, o tym, że mam pocałować chłopaka, którego nie kocham, podczas durnej gry. Na szczęście cmokną mnie tylko w policzek.
- Co to miało być? - zezłościł się jego kumpel.
- Nie powiedziałeś dokładnie, gdzie mam pocałować dziewczynę. Czy w rękę czy w policzek.
- Mi chodziło o usta. - zirytował się.
- Następnym razem mów dokładniej. - uśmiechną się do niego złośliwie. To było u nich całkowicie normalne.
- No, ale to nie fair.
- No,dobra. W zamian kręć drugi raz.
Tym razem wypadło na Jake.
- Pocałuj którąś z dziewczyn w usta. - podkreślił ostatnie słowo i spojrzał znacząco na kumpla.
Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Ręce zaczęły mi się pocić. A ja czułam jak się na moją twarz skrada się rumieniec, dopóki nie zobaczyłam jak on zaczyna się namiętnie całować z Emmą. Moje serce rozpadło się na tysiące małych kawałeczków. Czułam się jakby mój świat legł w gruzach.
Wydawało mi się, że całują się wieczność, a gdy w końcu przestali to wrócili do gry jakby zupełnie nic się nie wydarzyło. Ja przez ten czas ciągle byłam zamyślona, aż w końcu wyrwał mnie głos Erica.
- Jedziesz ze mną do szkoły? - patrzył na mnie.
- Po co? - nie byłam w temacie.
- Bo takie dostałem zadanie. I pomyślałem, że ty masz ochotę pojechać ze mną.
- Już to widzę, że z Tobą jedzie. - zaśmiał się Jake i objął Emmę.
- Z chęcią. - odpowiedziałam.
- Co? - zdziwił się. - Zostajesz tutaj!
- Nie, nie zostaje. - powiedziałam i wstałam. Eric też wstał.
- Po co jedziesz do tego więzienia?
- Odwiedzę przynajmniej mojego chłopaka.
Jake prawie oczy wyleciały z orbit.
- Ty nie masz chłopaka! - zdenerwował się.
- A mam, ale spotykamy się potajemnie.
- Powinnaś nam go przedstawić. - zezłościł się.
- Nie jesteście moim rodzicami. Nie musicie wszystkiego wiedzieć.
Chłopak wstał.
- Hej, spokojnie. - podszedł bliżej Eric do Jake, kiedy on podniósł rękę.
Zaczęłam się bać blondyna.
- Nie będziesz mi mówił jak mam się zachowywać! - krzyknął. Jake podszedł do mnie. Chwycił mocno moje nadgarstki. - Nigdzie nie idziesz! Rozumiesz?! - z moich oczu zaczęły spływać łzy. Emma i Jack oglądali to wszystko z przerażeniem. Tylko brunet zareagował.
- Puść ją! - wrzeszczał mu do ucha.  - Nie widzisz, że ja to boli!
Dziewiętnastolatek w zamian uderzył go z całej siły w policzek. Eric szybko podniósł się na nogi. Wziął mnie za rękę i wybiegł z fabryki.
- Nic ci nie jest? - spytałam się go, gdy byliśmy na polu.
- Nie. - odpowiedział. - Szybko wsiadaj na motor. Doprowadziliśmy Jake do furii. To może się źle skończyć.
Bez słowa sprzeciwu weszłam na moją maszynę. Słyszałam jak chłopak, w którym się podkochiwałam wyzywa mnie od najgorszych oraz rozwala cenne rzeczy.
- Jesteś gotowa? - spytał się. Widziałam, że ma zakrwawiony policzek.
- Tak.
Teraz moją jedyną myślą było to, żeby znaleźć chłopaka, bo jak Jake dowie, że żartowałam to może zrobić coś o wiele gorszego niż spoliczkować...




Tutaj Chrisi :3
Jednak Piękna zrezygnowała, więc to ja będę prowadziła za nią tego bloga :)

niedziela, 11 stycznia 2015

Prolog

To było coś magicznego.
Po raz pierwszy złączyliśmy swoje usta przez co staliśmy się jednością. Nasze serca miały ten sam rytm bicia. Oddechy się wyrównały. Dwie szczęśliwe dusze przeistoczyły się w jedność pochodzącą z miłości.
Czułam to cudowne uczucie w brzuchu. Jakby tysiące motylków cieszyło się moim niesamowitym szczęściem. Na ustach widniał mi olbrzymi uśmiech przez, który bolały mnie mięśnie aparatu mowy. Policzki były koloru różanego. Zawsze takie stawały, gdy on w pobliżu mnie. 
Nasz pocałunek na początku był bardzo nieśmiały i delikatny jakbyśmy się bali, że sobie coś przy tym zrobimy. Nie mogę tego dokładnie opisać. Wydawało mi się, że mózg mi się przegrzał i zaczął topnieć z nadmiaru ciepła.
Po chwili stał się bardziej pewny siebie. Całował mnie coraz odważniej. Odwzajemniałam każdy jego pocałunek. Mało tego. Pragnęłam więcej jego pieszczot. 
Niespodziewanie przygwoździł mnie do ściany. Zaczął całować mi szyję. Moje ciało przeszły ciarki i dreszcze. Było to niesamowicie przyjemne. 
Po dłuższej chwili wrócił znowu do całowania mnie w usta. Związałam swoje ręce w jego długie, blond włosy. Dałam ponieść się rozkoszy. Czułam jak jego dłonie dotykają moich pośladków. Nie chciałam być gorsza, więc prawą ręką powędrowałam do tylnej kieszeni jego spodni. Po chwili go delikatnie uszczypnęłam w pośladek, a on zaskoczony moim ruchem wbił się głębiej w nasz pocałunek.
Musieliśmy na chwilę rozłączyć swoje usta, ponieważ brakło nam tchu. Przez ten czas patrzyłam w jego piękne czekoladowe oczy, w których całkowicie się rozpłynęłam. Moje nogi zrobiły się zesztywniały, gdy się do mnie uśmiechnął.
Ciężko oddychał.
Czułam, że ma mi do powiedzenia coś bardzo ważnego, ale nie wie jak zacząć. Podejrzewałam, że chce mi wyznać miłość. Na samą myśl o tym serce zaczęło bić jak oszalałe. Wziął wdech i otworzył usta, żeby powiedzieć, a ja już wyobrażałam sobie to, że stoimy na ślubny kobiercu.
- Poli chce krakersa! - krzyknął
Niespodziewanie znalazłam się na podłodze w moim pokoju. 
Nie było żadnych pocałunków, żadnych motylków w brzuchu, żadnych miłosnych wyznań. Była tylko nieszczęśliwie zakochana Laura siedząca na podłodze oraz jej ukochana papuga Pola, która tak bardzo chciała krakersy, że przerwała najcudowniejszy sen swojej właścicielki...


Hejo ^^
Mam nadzieję, że prolog się podoba ;). Zakładka bohaterowie i kolejny rozdział pojawią się dopiero w następnym tygodniu. 
Zostawcie po sobie komy. 
Wasza Piękna Dziewczyna