niedziela, 15 lutego 2015

Konkurs :)

Wasze zadanie polega na tym, żeby napisać ciekawą historię związaną z Laurą, Rossem, Ericiem i Angel :)
Najciekawsze opowiadania będą użyte na blogu :D
Piszcie w komentarzach. Do dzieła!
Wyniki w następną niedzielę.

Powodzenia! :)





sobota, 14 lutego 2015

Rozdział siódmy

Ach, ta cudowna atmosfera Dnia Zakochanych :)
Nie, nie mam chłopaka Nie Kulturalna, ale czekam na niego ;D
I chyba w Polsce nie ma jaków, więc nie mam się czego bać :)

Specjalna piosenka do czytania
Ed :)

...Erick! Tym pacanem, który nas przestraszył był Eric! Myślałam, że mu żywcem oczy wydłubię póki do akcji nie wkroczyła An.
- Coś ty sobie myślał, żeby nas straszyć? - zdenerwowała się. Skrzyżowała ręce i cierpliwie czekała na wytłumaczenie ze strony chłopaka.
- No, bo mam cztery bilety na koncert Eda Sheerana i tak pomyślałem, … jakbyście chciały pójść ze mną … no, wiecie. - jąkał się tak okropnie, że ledwo co coś zrozumiałyśmy. Nie wiem czy bał się tym, że odmówimy czy tym, że Angel mogłaby mu odmówić, bo ciągle na nią zerkał.
- Jasne! - rozpromieniła się moja przyjaciółka i mocno przytuliła bruneta.
Po chwili się opamiętała.
- A nie mogłeś nam tego powiedzieć normalnie podchodząc do drzwi wejściowy, a nie wchodzić na balkon? - starała się być poważna, ale nie wychodziło jej to za bardzo.
- Tędy było szybko, bo dzisiaj zamierzam nocować u Rossa. - wytłumaczył.
To dlatego Eric był w tak podejrzliwie dobrym humorze w szkole.
- Dobrze. - zaczęłam, żeby ta parka nie utopiła się wzajemnie we swoich oczach. - To, kiedy zaczyna się koncert? - kumpela się wróciła na ziemię.
- Za niecałą godzinę...
- Laura! Musimy się spieszyć! - spanikowała. - Ubierzmy na siebie te nowe sukienki.
- To świetny pomysł, bo występ Eda ma się odbyć w Operze...
- Co?! - wrzasnęła Angel. - Nie mogę znaleźć mojej sukienki!
- Będziemy gotowe za pół godziny. - oznajmiłam i odprowadziłam Erica na balkon.

Opera mieszcząca się w Los Angeles była miejscem bardzo magicznym. Gdy weszło się do środka holu od razu przeniosło się do dziewiętnastego wieku. Sala, do której weszłyśmy była ogromna. Mogła pomieścić z dwa tysiące widzów. Siedzenia obite czerwonym, miękkim w dotyku materiałem, który sprawiał, że wygodniej się siedziało. Ściny były pomalowane na kawowy kolor, a sufit był miejscami beżowego koloru. Scena była tak duża, że mogły na niej zatańczyć takie spektakle jak Dziadka do orzechów. Podłoga była zrobiona z lipcowego drewna, a kurtyna z ciężkiego, brązowego materiału.
Miałyśmy najlepsze miejsca, bo w pierwszym rzędzie. Zauważyłam, że Ross, Angel byli zmieszani tym wszystkim, bo nie wiedzieli ile takie luksusy mogły kosztować bruneta. Natomiast chłopak nie zauważył zakłopotania przyjaciół tylko w cierpliwości oczekiwał występu.
- Eric. - zaczęła nieśmiało przyjaciółka, która siedziała pomiędzy mną a chłopakiem. - A ile mamy ci oddać?
- Nic. - uśmiechnął się. - Nie martwcie się o to, bo bilety dostałem za darmo od mojej cioci, która często tu śpiewa w tej operze. Dała mi te bilety, bo twierdzi, że mi bardziej się przydadzą niż jej.
- Na pewno? - spytała się drugi raz kumpela.
- Tak. - w zamian pocałowała go w policzek. Chłopak natychmiast oblał się rumieńcem.
Już wiem po co Watson zabrał nas na te przedstawienie. Chciał spędzić trochę czasu z Angel. Pewnie Ross mu powiedział o koncercie Sheerana, a ten kupił bilety. I to w pierwszym rzędzie! Do tego to pierwszy taki występ, na którym jest An. Co dodaje mu wielkiego plusa u niej.
To wszystko wypełnia akustyczne granie gitary oraz piękne, romantyczne piosenki. Nie zapomnijmy również o eleganckiej operze oraz w o przepięknej sukience blondynki. Chłopak wzroku nie mógł od niej oderwać. Dla niego największą gwiazdą była moja kochana An.
Czułam się jak na skrzydłach, kiedy wychodziłam z sal i kierowałam się za przyjaciółmi. Nie wiedziałam o czym mówią. Nic do mnie nie docierało, bo umysłem byłam na scenie z Edem i razem śpiewamy. Towarzyszy nam też moja gra na pianinie.
Okazało się, że my posiadamy bilet Deluxe, więc, że mamy zaproszenie na bal.
Gdy weszłam do sali, otworzyłam buzię z zachwytu.
Na suficie wisiały przepiękne żyrandole. Były bardzo duże, a ich przeźroczysta budowa sprawiała, że światło padało w różnych kolorach. Na stołach było mnóstwo jedzenia. A Ross, gdy zobaczył fontannę z czekolady, zapomniał o Bożym świecie i zaczął maczać w niej wszystkie owoce jaki miał pod ręką. Naprzeciwko drzwi była mała scena, na której stał Ed.
-Serdecznie Was Witam na balu zorganizowanym przez dyrektora opery w Los Angeles, Felixa Browna. - wszyscy zaczęli bić brawa.
Ed po kilku minutach zaczął śpiewać. Wszyscy podeszli pod scenę, żeby go posłuchać. I znowu odpłynęłam do innego świata. Zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie, że jestem ubrana w długą białą sukienkę rodem z dworu Francji z dziewiętnastego wieku. Ed był ubrany jakby był panem młodym.
Ja grałam na fortepianie, a on śpiewał. Po czym nagle się do niego dołączyłam. Tworzyliśmy niesamowity duet...
Ale moje wyobrażenia przerwała cisza.
Otworzyłam oczy. Wszyscy patrzyli na mnie. Zerknęłam na Eda, a on uśmiechnął się do mnie. Nie wiedziałam o co im chodzi.
- Jak masz na imię? - spytał się mnie Sheeran.
- Laura. - odpowiedziałam niepewnie jakbym zapomniała swojego imienia.

- Lauro – zaczął. - Czy chciałabyś...


Zadawajcie pytania bohaterom. :)
Dziękuje za Wszystkie od Was komentarze
I radosnego Dnia Zakochanych jeszcze raz.
Wasza Chrisi


Walentynki

Z okazji Dnia Walentego
ślę całusa ogromnego,
Kocham Was swym sercem małym,
jesteście dla mnie Światem całym.
Słodkie całuski!


życzy Alexandra Christine dla wszystkich swoich czytelniczek

Specjalnie na Walentynki <3








piątek, 13 lutego 2015

Rozdział szósty

Dedykuje go Dadze :)
<3

Po szkole umówiłam się z An na małe zakupy. Nie mogłam się doczekać, ponieważ po raz pierwszy od dłuższego czasu spędzę cały wieczór z moją ukochaną przyjaciółką. Zamierzała u mnie nocować. Co oznaczało dużo szaleństwa oraz spore ilości naszej czekoladowej kawy oraz słodkich niespodzianek.
Była ostatnia lekcja, czyli historia.
Z tego podekscytowania nie mogłam się w pełni skupić. I nie tylko ja, bo przyjaciółka co chwilę wysyła mi propozycje fajnych filmów do oglądnięcia. Nie mogłam za nią nadążyć, bo wścibska nauczycielka na mnie ukradkowo spoglądała.
Eric był w wyśmienitym humorze. Nie miałam bladego pojęcia, dlaczego, ale sprawiał wrażenie jakby się umówił ze dziewczyną ze swoich snów. A może potajemnie spotyka się dzisiaj z jakąś laską?! Nie mogę dopuścić tego, żeby biedna Angel się o tym dowiedziała.
Właśnie w tym momencie przypomniałam sobie o dzisiejszym pocałunku z Rossem. Spojrzałam na niego ukradkiem, bo z nim i Ericiem nam historię. Bazgrał coś w ćwiczeniach nie zwracając najmniejszej uwagi na to co mówiła historyczka.
To było najdziwniejsze uczucie jakie poczułam, gdy pocałowałam chłopaka. Tak jakbym zjadła naraz żelkowo-czekoladowe słodkości i popiłabym to gorącą czekoladową kawą, czyli było czymś cudownym, słodkim oraz niezwykłym. A moje ciało przeszyły delikatne dreszcze jakich nigdy nie doznałam. A moje ciało było tak gorące jakbym miała trzydzieści osiem temperatury Celsjusza.
I w końcu skończyła się ta lekcja.
Szybko udałam się do szatni, gdzie spotkałam Angel ubierającą buty. W mgnieniu oka wybiegłyśmy z budynku i kierowałyśmy się do centrum.
Pierwsze poszłyśmy do sklepu z butami. Angel chciała w końcu sobie kupić jakieś ładne szpilki. To miały być jej pierwsze, więc chciała, żeby były wyjątkowe. Nie mogła się zdecydować pomiędzy czarnymi z pięknym połyskiem a łososiowymi, które były na niższej szpilce. W końcu kupiła tą drugą parę, chociaż mówiłam jej, że w tych czarnych wyglądałaby o wiele seksowniej.
Drugi sklep to nasz ulubiony z niewiarygodnie dużą ilością ciuchów. Ceniłyśmy sobie go przede wszystkim, dlatego, że było tu dużo markowych ubrań, ale w dobrych cenach. Zamierzałyśmy dzisiaj zaszaleć na całego.
I jakie było zdziwienie ludzi, kiedy wybrałam tak dużo ciuchów, aż Angel musiała pomóc mi je wszystkie wnieść. Najbardziej spodobały mi się: biała sukienka z czarną koronką u dołu, jasnoniebieskie jeansy, biała bluzka w różowe kwiatki, czarna spódnica oraz jasnofioletowa bluza z napisem Brooklyn. Angel natomiast upatrzyła sobie łososiową spódnicę, białą bluzkę z krótkim rękawem z czarnym napisem NYC, jasnobłękitną sukienkę oraz duży bawełniany szary sweterek ze ćwiekami. Oczywiście to wszystko kupiłyśmy.
Później z wielkim hukiem i mnóstwem toreb wpadłyśmy do supermarketu po żarcie na ten wieczór. Wrzucałyśmy dosłownie wszystko co wpadło nam do rąk. Po żelki aż po brokuły.
Ludzie się na nas dziwnie oglądali, ale my się tym specjalnie nie przejmowałyśmy tylko cieszyłyśmy się swoją obecnością. Miałyśmy tyle do nadrobienia, tyle do opowiedzenia, że Angel musiałaby u mnie nocować miesiąc, żeby wszystko wiedzieć, a miałyśmy tylko jedną noc.
Wróciłyśmy do domu około po godzinie dziewiętnastej. Złożyło się idealnie, że moi rodzice wyjechali w sprawach służbowych na drugi koniec Stanów Zjednoczonych na calusieńki tydzień, więc miała w pełni wolną chatę tylko dla siebie.
Pierwsze co zrobiła Pola, gdy zobaczyła An to była chęć złamania sobie skrzydła, ponieważ tak bardzo chciała się wydostać z klatki. Tak się składało, że moja papuga uwielbiała moją kumpelę. Dostałam Polę od Angel na czternaste urodziny. Poza tym, gdy ja gdzieś wyjeżdżałam to blondynka zajmowała się nią.
Zaczęłyśmy robić naszą czekoladową kawę. Najpierw wrzucamy do kubka łyżeczkę kawy, później dodajemy dwie kostki gorzkiej czekoladowy oraz czarne kakao. To wszystko zalałyśmy wrzątkiem i dodałyśmy trochę mleka (polecam :D). Przeszłyśmy do tworzenia żelkowo-czekoladowej słodkości. Wrzuciłyśmy wszystkie ulubione żeliki oraz czekoladę do jednej szklanki oraz dałyśmy bitą śmietanę. Wyszło nam prawdziwe arcydzieło.
Gdy wszystko było gotowe zaczęłyśmy oglądać film ,,Mąż na niby”. Nie obchodziło nas to, że widziałyśmy go z miliony razy.
Po filmie zaczęłyśmy się walić poduszkami. Pobiłyśmy się tak bardzo, że rozszarpało mi całego Jaśka. Ogarnęła nas głupawka jakiej nigdy nie miałyśmy. Śmiałyśmy się zupełnie ze wszystkiego. Z tego, że mój pokój wyglądał jakby była seryjnym mordercą kur, bo wszędzie walały się pióra. Z naszych niesamowicie głupich min, które robiłyśmy nawzajem. I z wielu innych rzeczy.
Dopóki nie usłyszałyśmy czyiś kroków.

Angel wrzasnęła przeraźliwie, gdy zobaczyła postać ubraną całą na czarno. Szła w naszym kierunku... Nigdy nie spodziewałabym się, że to był...


Mam nadzieję, ze Wam się podoba :)



Oto Jak dla Nie Kulturalnej

czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział piaty

Dedykuję do Nie Kulturalnej

Piosenka doda nastroju

Nie wiem co się ze mną działo. Tylko troszeczkę się do niego przybliżyłam. Nic więcej. A jednak to on chciał mnie pocałować. Tego nie było w planie. Nie byłam na to gotowa. Nawet go nie kochałam! Ani nie byłam zauroczona!
Bo... nadal kochałam Jake. Wiem głupia jestem, że podkochuję się w takim chłopaku, ale bardzo trudno jest się odkochać w osobie, którą darzyłeś mocnym uczuciem przez dwa lata. Minie trochę czasu, zanim zdecyduję się związek. Poza tym Ross miał tylko udawać...
Lecz mimo wszystko się pocałowaliśmy...
A powinnam nie dopuścić do tego, żeby to zrobił. …
Co się ze mną do cholery dzieję?
Pocałunek był bardzo delikatny, subtelny oraz taki idealny, że wydawało mi się, ze blondyn specjalnie trenował na ładnych laskach, żeby wyszedł doskonale. Jego dotyk sprawiał, że moje ciało zwiększyło swoją temperaturę. Policzki zaczęły się rumienić. A mnie przeszły dreszcze. Do tego te przyjemne kłucie w brzuchu.... Nie! Musiałam to przerwać!
Nie jestem w nim zakochana! Ja wciąż Kocham Jake!
-Co się stało? - zdziwił się.
-Dlaczego mnie pocałowałeś? - zdenerwowałam się.
-Ja...nie wiem. - chłopak zawstydził się. Wbił wzrok w swoje czarne tenisówki.
Zrobiło mi się głupio.
-Przepraszam Cię...
-Nie to ja przepraszam. - przerwał mi. - Nie powinienem tego robić.
-Naprawdę nic się nie stało. - powiedziałam to, mimo że mój mózg zaczął się kłócić ze mną, że chciałby jeszcze raz przeżyć to coś wspaniałego.
-Ja już wracam do siebie. - powiedział lekko zakłopotany.
Po chwili się zatrzymał i odwrócił w moim kierunku.
-Jeszcze raz chciałbym Panią przeprosić za moje naganne zachowanie. Chce zauważyć, że przebywanie z w towarzystwie tak pięknej damy zapominam o Boży świecie. Ma Pani w sobie coś naprawdę niezwykłego. A to, że panienkę pocałowałem było oznaką czystego szaleństwa za Panią. serce mi podskoczyło. - Chciałbym też zauważyć, że ani razu się nie całowaliśmy, a pański przyjaciel Jake. - nacisną na słowo ,,przyjaciel''. Mogę stwierdzić, że powiedział to z wielkim obrzydzeniem. - to już przeszłość.
Po czym wyszedł.
Zamarłam.
Czy on przed chwilą wyznał mi miłość? Czy ja śnię?

Wyszłam z domu o godzinie siódmej czternaście.
Ciągle byłam wstrząśnięta tym, co się wydarzyło raptem pół godziny temu. Mimo wszystko czułam lekkie zamieszanie. Nie wiedziałam co tym wszystkim sądzić.
Podbiegł do mnie Ross.
-Jesteś wspaniałą aktorką. - szepnął mi do ucha.
-O co ci chodzi?
-Nie wiesz.
-Nie? - zdenerwowałam się.
-Widziałem jednego z kumpli Jake. - zatrzymałam się.
-Co takiego?
-No tak. Nie widział naszego pocałunku, ale usłyszał mój dialog jak za Panią szaleję. Na szczęście widział też nasz pocałunek.
-Czyli to było udawane?
-Tak. - odpowiedział. - A coś się stało?
Zarumieniłam się.
Cała złość do niego minęła szybko. On narażał się dla mnie, a ja prawie zdradziłam cały plan. Muszę być bardziej uważna i ostrożna
-A nic.
-Na pewno? - objął mnie ramieniem.
-Tak. - odwzajemniłam jego gest.

Fajnie było poudawać parę. Czułam się wtedy bardziej bezpiecznie, że mam przy sobie Rossa. Kto wie może, kiedyś zaproszę prawdziwą randkę, jeśli oczywiście będzie chciał...

Przepraszam, że dzisiaj taki krótki, ale chciałam go dodać. 
Następny rozdział pojawi się jutro, a kolejny może w weekend, ale jeszcze nie wiem. Na pewno jutro coś wstawię. Jak się podoba? Zaskoczeni? Ja też :)
Wasza Chrisi

Tak, jestem wielką fanką Michaela Jacksona :)